Betlejem, niczym głowa Chrystusa koroną cierniową jest otoczone. Przyciąga rzesze odwiedzających

Zapach kawy, nadzieja i cierpienie przenikają się tutaj jak nigdzie indziej na świecie. Trzy największe religie świata, od wieków mierzą tu swoje siły. Przenikają się wzajemnie i walczą o swoje racje. I tak, jak przeszło dwa tysiące lat temu, cierniowa korona spowiła głowę Chrystusa, tak dziś, wciąż zataczający nowe kręgi „mur ochronny” otacza Betlejem. Dla jednych jest on wyrazem bezpieczeństwa, dla drugich stał się symbolem zniewolenia i upokorzenia.

IMG_3116
Betlejem, sprzedawca kawy; fot. Dorota Izabel Komarnicka

KIEDYŚ JASKINIA – DZIŚ BAZYLIKA NARODZENIA PAŃSKIEGO

Betlejem przywitało nas zapachem parzonej na ulicy kawy. Przemęczeni, skusiliśmy się aby jej spróbować. Jak w wielu innych krajach arabskich, tak i tutaj do kawy dodają kardamon. Ale co mnie zaskoczyło to fakt, że ziaren kardamonu nie wyłuskują z łupin i nie mielą, tylko wrzucają w całości do kubeczka. Tak podana kawa, była wyjątkowo kwaśna i z trudem ją wypiłam.

Na pierwszy spacer wybraliśmy się do Bazyliki Narodzenia Pańskiego. Została ona wzniesiona na jaskini obfitej w groty. Jak głosi wiele źródeł w jednej z tych grot, na świat przyszedł Jezus Chrystus, który dał początek rozwoju wiary chrześcijańskiej. W roku 135 cesarz Hadrian, chcąc zdusić i zbezcześcić źródło chrześcijaństwa, nad grotą narodzenia urządził pogańskie sanktuarium i zasadził gaj ku czci Adonisa.

W roku 326, pierwszy chrześcijański cesarz Konstantyn wybudował w tym miejscu Bazylikę. Miała ona upamiętnić narodziny i życie Jezusa. W tym samym czasie, Konstantyn Wielki przyznał chrześcijanom takie same prawa, jak wyznawcom innych bogów. W owych czasach chrześcijanie byli w mniejszości. Stanowili około 10% społeczności. W późniejszych latach Bazylika została kilkakrotnie, poważnie uszkodzona. Jedne źródła podają, że z powodu trzęsienia ziemi, inne że w czasie powstania Samarytan. W jej wnętrzu, do dnia dzisiejszego niemal na stałe zagościły rusztowania.

IMG_3180 (2)
Wnętrze Bazyliki Narodzenia Pańskiego, fot. Dorota Izabel Komarnicka

Bazylika podzielona jest między trzy wyznania. Nad panującym tutaj porządkiem czuwają greccy i ormiańscy mnisi, oraz franciszkanie- oficjalni przedstawiciele Kościoła katolickiego. Do Groty Narodzenia po obu stronach głównego ołtarza prowadzą wąskie i śliskie schody. Kolejka zazwyczaj jest bardzo gęsta, prawie tak jak panujące w jej wnętrzu powietrze.

Nie spodziewajcie się, że zobaczycie tu obrazek malowany świętami Bożego Narodzenia. Kto tego oczekiwał, mocno się rozczaruje. Nie ma tu szopki z siankiem i leżącego w żłóbku dzieciątka. Pomieszczenie jest ciasne, pozbawione okien, szerokości około 3 metrów i długi jakieś 12. W centrum groty znajduje się prawosławny ołtarz, a pod nim ufundowana w 1717 r. czteroramienna gwiazda symbolizująca miejsce narodzenia. Obok jest też ołtarz katolicki – miejsce symbolicznego żłóbka, a naprzeciwko poświęcony Pokłonowi Mędrców ze Wschodu. Kto przyjedzie tu w czasie świąt bożonarodzeniowych i będzie uczestniczył w liturgii, może zobaczyć jak diakon w miejsce gwiazdy kładzie figurkę Betlejemskiego Dzieciątka. Następnie przenosi ją do żłóbka, do adoracji wiernych.

IMG_3266 (2)
Gwiazda symbolizująca miejsce Narodzenia Pańskiego

Większość odwiedzających przychodzi tu z reklamówkami wypełnionymi dewocjonaliami. Szelest reklamówek miesza się z modlitwą. Na pierwszy rzut oka wygląda to tak, jakby pielgrzymi ze świata nieśli do grobu dary dla swojego pana. Ale nic podobnego. Z foliowych toreb wyjmują krzyżyki, różańce, obrazki a nawet zdjęcia rodziny. W nadziei, że nabiorą one właściwości świętych, dotykają tymi przedmiotami symbolicznego miejsca narodzenia i zabierają z powrotem do domu. Kto nie ma nic do poświęcenia przykłada swoją rękę. Czy staje się przez to świętym? Pewnie wielu tak.

CIEKAWOSTKA Z CZERWONYM SZNURKIEM 

Po drodze do Bazyliki wstąpiliśmy ogrodów Holy Family Children’s Home, dziecięcego szpitala. Początkowo nie chcieli nas tam wpuścić. Jednak nasza koleżanka Ania, tylko sobie znanym sposobem przekonała portiera, żeby otworzył bramy posiadłości. Kobiecy uśmiech, czyni cuda. Betlejem nie obfituje szczególnie w roślinność. Raczej zdominowane jest jasnymi blokowiskami, wyrastającymi na skąpanych w słońcu wzgórzach. Dlatego owe przyszpitalne zielone tereny przykuły nasz wzrok i zachęciły do odwiedzenia. Kiedy kwiaty raczyły nas swoim zapachem a zieleń koiła zmęczone oczy, w pewnej chwili pod okiem opiekuna z budynku wyszła grupka małych, około 3, 4 letnich dzieci. Co mnie zaskoczyło, to fakt, że dzieci prowadzone były na czerwonym sznurku. Sznurek miał tyle węzłów, ile było dzieci. Każde z nich trzymało za swój supeł i podążało jedno za drugim. Przyznam, że byłam zaskoczona, ale jak się później okazało metoda sznurka może i nam by się przydała. Zaaferowani zwiedzaniem, nawet nie wiem kiedy odłączyliśmy się z kolega się od grupy. Później mieliśmy problem, aby ją odnaleźć.

IMG_3135 (2)
Holy Family Children’s Home, fot. Dorota Izabel Komarnicka (c)

TRWAJĄ SPORY CO DO MIEJSCA NARODZIN JEZUSA

Ostatnio pojawiły się głosy, że odwiedzane tłumnie Betlejem judzkie, nie jest wcale miejscem narodzin Zbawiciela. Podobno może mim być Betlejem galilejskie. Spory w tej sprawie wciąż trwają. Kiedy szukamy informacji na ten temat w Ewangelii, szybko zorientujemy się, że judzkie Betelem wymieniali tylko św. Marek i Łukasz. Apostołowie Jan i Mateusz w ogóle nie wspominają o nim.

Archeolog Awiram Oszri pisze o odkrytych podczas wykopalisk ruinach kościoła z czasów bizantyjskich. Zdaniem Oszriego, to właśnie w tym kościele mógł narodzić się Chrystus. Kościół ów miał wielkie znaczenie dla pierwszych chrześcijan i był położony na terenie drugiego, mało komu znanego Betlejem. Jest ono położone tylko osiem kilometrów od Nazaretu – miasta w którym wychował się Jezus. Judzkie oddalone jest aż o 150 km. Powołując się na słowa Arwirama trudno dać wiarę, aby Maryja pod koniec ciąży a później z małym dzieciątkiem pokonała tak daleką drogę. Część historyków uważa nawet, że żadne z Betlejem nie było miejscem narodzenia Chrystusa, który swoje dzieciństwo spędził w Nazarecie i uważają, że właśnie tam się urodził.

IMG_3190-&
Bazylika, patio z krużgankami; fot. Dorota Izabel Komarnicka (c)

BETLEJEM CIERNIOWĄ KORONĄ OTOCZONE

Odwiedzając Betlejem nie sposób nie zauważyć muru, którym zostało otoczone. Nie sposób też, nie zatrzymać na nim swojego wzroku i myśli. Sam wjazd, lub wyjazd do Betlejem, to tzw. okno w bramie, przez które trzeba przejść i poddać się kontroli. Palestyńczyk, który chce opuścić objęty zasiekami teren, ma z tym poważne problemy. Musi starać się o specjalną przepustkę, którą nie jest łatwo otrzymać. Wielu jej nie dostaje. Szczęściarze którzy taką otrzymają, przy każdym przejściu, poddawani są szczegółowej kontroli. Na teren Betlejem mogą wjechać samochody z rejestracją izraelską, ale palestyńskie na tereny Izraela już nie wjadą.

Izraelczycy nazywają go murem bezpieczeństwa. Jego budowę, rozpoczęli w 2002. Do tej pory wybudowano ponad 450 km, docelowo ma ich być 790. Jak twierdzi strona Izraelska, chcą w ten sposób chronić się przed atakami. Opinia społeczna, zarówno światowa jak i po stronie palestyńskiej, wyraża wiele głosów sprzeciwu. W roku 2014 papież Franciszek, dotykając ręką betonowej zapory i opierając na niej swoją głowę, modlił się w tym miejscu o pokój. Prawie jak pod ścianą płaczu.

Mur ten bywa bardzo wymowny. W wielu miejscach pokryty malunkami, które wyrażają i symbolizują społeczno – polityczne nastroje i problemy. Jest to mur który czyta się jak księgę, a jej treść wcale nie przypomina nam obrazków z aniołkami i pasterzami. Jest tu sporo scen z udziałem żołnierzy, broni. Dużym zainteresowaniem turystów cieszy się mural przestawiający „gołębia w kamizelce kuloodpornej”, namalowany przez światowej sławy artystę Banksy’ego, oraz „dziewczynka przeszukującą żołnierza”, też jego autorstwa.

ada (2)
Mur otaczający Betlejem, fot. Robert Ostrowski (c)

Niczym cierniowa korona, zatacza swoje kręgi w wielu miejscach na Ziemi Świętej. Dla jednych jest wyrazem „bezpieczeństwa”, dla innych symbolem cierpienia i zniewolenia. Życie za zasiekamy  bywa bardzo trudne.

SPOTKANIA Z LUDŹMI

Prawie każde nowe miejsce jakie odwiedzam, po krótkiej chwil staje się moim domem.  Zawsze też  towarzyszy mi myśl, że jeśli sama będę pozytywnie nastawiona do ludzi, to i oni tym samym się odwdzięczą. Najczęściej się to sprawdza. W Betlejem nie było inaczej. Ludzie których tam spotkałam byli pomocni, życzliwi, chętnie rozmawiali, opowiadali o sobie i robili z nami wspólne zdjęcia.

Wielu mieszkańców Betlejem żyje z handlu, produkcji dewocjonaliów i sprzedaży miejscowych specjałów, takich jak sok z granatów, czy tradycyjnego ciasta serowego – kunafy. Tylko nieliczni mogą pozwolić sobie na pracę poza strefą palestyńską. A ci którzy przekraczają granicę, za każdym razem poddawani są ścisłej kontroli. Często też poniżani. Sami też tego doświadczyliśmy. Granice palestyńsko-izraelską przekraczaliśmy kilkakrotnie podczas naszej wizyty. Po wizycie w Hebronie, który aktualnie nie jest dobrym miejscem do zwiedzania, zostaliśmy wysadzeni z naszych autokarów i poddani szczegółowej kontroli. Przeszukano też pojazdy którymi jechaliśmy. Wszystko trwało na tyle długo, że kolejny punkt naszego programu z braku czasu, nie został zrealizowany.

IMG_3462 (4)
Rony Tabash, właściciel sklepu z dewocjonaliami, fot. Dorota Izabel Komarnicka (c)


W jednym z Betlejemskich sklepów z dewocjonaliami, poznaliśmy jego właściciela Ronyego Tabasha. Jego sklep jest charakterystyczny. Wisi przed nim polska flaga i zamieszczona jest reklama z Biedronki. Już od samego progu zostaliśmy serdecznie powitani i zaproszeni do środka. Roni bardzo dobrze zna język polski i płynnie rozmawiał z nami po polsku. Podobno sam się go nauczył. Poczęstował nas anyżówką, włączył na DVD podkład muzyczny z jego muzyką i zaprosił do wspólnego śpiewania. Śpiewa pięknie. Jego muzyka często gości w TV Trwam, a na swoim koncie ma też kilka utworów z Eleni. Nie sposób wyjść od Roniego z pustymi rękoma, tym bardziej, że dla Polaków ma specjalnie niskie ceny. Ale co najważniejsze, opuściliśmy te miejsce w pogodnym nastroju, naładowani serdeczną i pozytywną energią.

Uduchowieni, z uśmiechem na ustach i w sercu, wybraliśmy się w drogę powrotną. Odnaleźliśmy znajomych od których wcześniej się odłączyliśmy. Razem wstąpiliśmy do restauracji. Zamówiliśmy sok z granatów i zapaliliśmy sziszę.  Przy drugim stoliku, w otoczeniu dwóch młodych mężczyzn siedział chłopak, który nas obsługiwał. Grali w karty i tak jak my palili sziszę, której jabłkowy zapach roznosił się po całym pomieszczeniu. Przyjemnie drażniąc zmysły, kusił dalszym pozwaniem.

Dodatkowe informacje:

1. Jeśli posiadasz w paszporcie pieczątki z takich krajów jak Iran, czy Syria, musisz być przygotowany na serię pytań na lotnisku. Najlepiej wcześniej przygotować sobie listę hoteli w których będziecie mieszkać. Dobrym rozwiązaniem jest też wyrobienie przed wyjazdem nowego paszportu.

2. W drogę powrotną zawsze sami pakujcie swoją walizkę. Na granicy będą wam zadawać pytania. Między innymi takie, czy ktoś pomagał wam ją pakować. Jeśli tak, sprawdzą dokładnie cały bagaż.

3. Pamiętajcie aby zawsze mieć przy sobie paszport oraz wizy, które dostaniecie na lotnisku. Podczas podróży pomiędzy Palestyną, a Izraelem może być potrzebny.

4. Wybierając się w porze letniej, gdzie temperatura powietrza sięga nawet 50 stopni, ubierzcie się lekko i przewiewnie. W przypadku kobiet najlepiej sprawdzają luźne długie spódnice. Kolana i łokcie powinny być zakryte. Egzamin zdają też delikatne szale, którymi zarówno możemy okryć ramiona, jak też wykorzystać do przetarcia twarzy lub rąk.

5. Dużo pijcie i noście okulary przeciwsłoneczne. Dzięki temu łatwiej zniesiecie panujące tam upały. Ja je wręcz uwielbiam, ale nie każdy musi. Kto chce uniknąć wysokiej temperatury, powinien udać się w kwietniu, maju, wrześniu lub październiku. Jest to optymalny czas na zwiedzanie. Miesiące zimowe bywają deszczowe, ale temperatura powietrza i tak rzadko kiedy spada poniżej 18 stopni.

6. W Betlejem turysta jest ceniony, ludzie chętnie służą pomocą i są bardzo przyjaźni. Kobiety nie powinny jednak po zmroku same wychodzić z hotelu. Te które się na to zdecydują, mogą zostać uznane za prostytutki.

7 Zaopatrzcie się w drobne pieniądze, Euro lub Szekle. Z uwagi na lepszy przelicznik, korzystniej płać w Szeklach.

8. Do Ziemi Świętej możecie wybrać się z biurem podróży, wtedy taka wycieczka będzie was kosztowała około 3 – 3,5 tys. zł. Biuro zapewnia bezpośredni przelot z Warszawy, Łodzi lub Katowic. W cenę wliczony jest hotel, transfer z lotniska, objazdówka oraz ubezpieczenia i przewodnik. Ktoś kto woli jechać „na własną rękę”, może wyszukać tanie poleczenia do Tel Awiw-Ben Gurion. Promocje bywają bardzo ciekawe, a wyprawa wedle własnego uznania.

9. Nasz wyjazd został zorganizowany przez Stowarzyszenie Polskich Mediów. Brało w nim udział 83 dziennikarzy. Program był bardzo obszerny, w tym materiale opowiedziałam zaledwie kilka chwil z życia w Betlejem. Kolejne już wkrótce.

Tekst Dorota Kozioł Komarnicka

Zdjęcia archiwum autora

2 thoughts on “Betlejem, niczym głowa Chrystusa koroną cierniową jest otoczone. Przyciąga rzesze odwiedzających

  • Październik 22, 2015 at 6:00 am
    Permalink

    Zastanawiałem się dlaczego nie mogą się Narody dogadać. Czy brakuje dobrych mediatorów ?A sytuacja wygląda tak: liderzy … owszem potrafią zaakceptować porozumienie, wykonanie …. brak wykonania, brak akceptacji Narodów. Mediacje odbywają się na poziomie liderów a nie Narodów. I to moim zdaniem jest błąd. Czy nie ma w tym Świętym dla Ludzi miejscu organizacji pozarządowych, które mogłyby pomóc w nawiązaniu dialogu społecznego ?

    Reply
  • Październik 24, 2015 at 6:28 pm
    Permalink

    Myślę, że ciężko o dobrych mediatorów. Nie wiem też, czy mediacje na poziomie Narodów są możliwe. Czy sam Naród ma do tego odpowiednie narzędzia. Liderzy walczą o swoje interesy, często sprzeczne z interesami Narodu. Narody są bardzo złożona materią. Mediatorzy zewnętrzni? Hm ciekawy pomysł, pytanie tylko, czy może to leżeć w interesach liderów?

    Reply

Dodaj komentarz