Chiang Rai – tutaj odnalazłam niebo

Chiang Rai ma w sobie moc, która zawsze mi się udziela. Tutaj odnajduję siły i spokój, tutaj wraca mi wiara w człowieka, tutaj słońce nigdy nie przestaje świecić, a w każdym geście jest szacunek, jest wrażliwość i mądrość. Może to klimat, może obecność Pana Buddy, a może świeży zapach zielonej herbaty sprawiają, że chce tutaj być i pragnę wracać. Warto.
fot. Dorota KK (c)

Tajlandia staje się coraz bardziej popularnym kierunkiem turystycznym, w roku 2017 liczba odwiedzających przekroczyła 35 mln osób. To imponujący wynik i jest to zasługa wielu ludzi, organizacji, w tym Urzędu Turystycznego Tajlandii (TAT). Dostrzegam, jak istotną prace wykonują osoby odpowiedzialne za właściwe zarządzanie ruchem turystycznym – kierowanie nim w taki sposób, by ludziom żyjącym w małych miejscowościach, żyło się coraz lepiej, bo przecież tylko wtedy podróżowanie ma sens. Powstaje  wiele programów, które mają na celu wsparcie społeczności małych miasteczek i wiosek.

Kolejny etap (jak myślę) to edukacja turystów, zaszczepienie w nich poczucia odpowiedzialności. To od turysty, od nas, ostatecznie zależy, jakie wartości będą tutaj dominowały, w jakim kierunku turystyka będzie zmierzała oraz to, jak komu będzie się żyło. Jesteśmy od siebie zależni, bardziej niż może się to nam wydawać. Każda nasza decyzja, nasz ruch, nasz gest ma ogromny wpływ na ludzi i miejsce, do którego przybywamy.

Może warto zatem podróżować nie tylko dla własnych przyjemności, ale nade wszystko z myślą o tych, do których przybywamy?

 
Zielone dywany herbaciane
w Choui Fong Tea Plantation

Jeszcze do niedawna prowincja Chiang Rai na północy Tajlandii kojarzona była z uprawą maku, z którego produkowano opium. Dzięki właściwym działanom Rządu i Królowej, kraj ten zyskał zupełnie nowe oblicze, a wielu ludzi otrzymało pracę, która zmieniła ich życie. Dzisiaj zamiast pól makowych, zielone dywany herbaciane pokrywają rozległe wzgórza i stanowią wymowny elementem krajobrazu tej części kraju.  

Zielone dywany w Choui Fong Tea, fot. Dorota KK (c)

Spotkanie z Chiang Rai zaczęłam od filiżanki herbaty na wysokości 1200 m n.p.m. w  Choui Fong Tea Plantation, która założona została w 1977 roku. Ziemia i warunki klimatyczne dla upraw tych życiodajnych roślin, są tutaj doskonałe. Listki herbaciane zbierane są ręcznie, a smaku naparu herbacianego nigdy nie zapomnę.

Herbata kwiat, fot. Dorota KK (c)

Produkowane są tutaj tak charakterystyczne gatunki herbaty jak: Assam, Green, Oolong czy Black Tea, ale jest też herbata jaśminowa, z suszonych pączków róży i kilka innych. Dla bardziej wymagających Tajki tworzą prawdziwe działa sztuki – herbatę kwiat, która parzona jest w przeźroczystym czajniczku. Sam proces parzenia, kiedy zanurzony w gorącej wodzie kwiat, otwiera przed nami swoje kolorowe wnętrze, jest wyjątkowo wdzięcznym zjawiskiem.

Taka herbata wybornie smakuje z przepiórczymi jajeczkami. O przepiórczych jajeczkach chciałabym coś ciekawego jeszcze napisać, ale może w następnym materialne. Dodam też, że marce Choui Fong zaufało wiele znanych na całym świecie firm, a na miejscu można kupić nie tylko różne gatunki herbaty, ale także akcesoria do herbaty, zjeść dobry obiad lub ciastko z zielonej herbaty i spotkać ciekawych ludzi. Nawet Polaków na motorach.

 

Uzdrowienie nad rzeką Mekong
w światyni Wat Phra That Pha Ngao

Legenda głosi, że jeśli ktokolwiek zachoruje i przyjdzie do Wat Phra That Pha Ngao, choroba wkrótce zniknie. Nie wyobrażam sobie, by odwiedzając prowincję Chiang Rai, nie zobaczyć tego miejsca. Kompleks Wat Phra That Pha Ngao zbudowany jest w stylu Lana. Świątynia jest czysta i zadbana, a swoje drugie życie odzyskała w czasach, kiedy odkryto w niej wyrzeźbiony w stylu Sukhothai starożytny posąg Buddy. Znajdują się tutaj też trzy starożytne stupy. Kompleks jest bogato zdobiony, a w jednej z jego części przedstawiona jest biografia Buddy.

Wat Phra That Pha Ngao ze starożytnymi stupami i starożytnym posągiem Buddy. fot. Dorota KK (c)
Widok na rzekę Mekong i Laos na jej drugim brzegu, fot. Dorota KK

Świątynia położona jest na wzgórzu, skąd rozpościera się imponująca panorama na dwie rzeki: Mekong i Ruak z widokiem na Laos i Birmę po drugiej stronie. Zapach lasu miesza się tutaj z jaśminową wonią kwiatów i kadzideł ulatniających się ze świątyni.

W czasach, kiedy z Laosu przez Tajlandię do Birmy maszerowały karawany z opium, CIA nadało temu miejscu nazwę Złotego Trójkąta. Później, pola uprawne zamieniono na uprawy herbaty, kawy czy truskawek oraz wielu innych. Dzisiaj Golden Triangle jest jedną z podstawowych atrakcji turystycznych Azji Południowo -Wschodniej. A w samym sercu Golden Triangle w Chiang Rai powstało Muzeum Opium, które warto odwiedzić, by dowiedzieć się więcej na temat historii tego miejsca oraz by zrozumieć, jak ogromnej i ważnej dla społeczeństwa pracy dokonali Tajowie, aby zmienić losy swoich dzieci i wnuków.

 
Życie i kultura tajskiej wsi

Czarnowłose dziewczynki o jasnej karnacji wyginały swoje ciała w rytm tajskich dźwięków. Uwagę przykuwały nie tylko swoją urodą i kolorowymi strojami, ale nade wszystko pełnymi wdzięku ruchami. Nawet kuszący zapach pieczonych bananów i czarnej kawy nie był w stanie odciągnąć od nich mojego wzroku. Tak pełnego uroku i zapachu powitania doświadczyliśmy w Ban Pang Ha.

Tradycyjne tajskie tańce w Jinnaluck the Miracle off Saa, fot. Dorota KK (c)

Ban Pang Ha, to jedna z malowniczych wsi w prowincji Chiang Rai, idealne miejsce, by poznać życie i kulturę wiejskiej społeczności. Jedną z tutejszych atrakcji jest pobyt w Jinnaluck Mulberry Saa Paper Community Enterprises.

Obrazek, który zrobiłam z naturalnych kwiatów, roślinek i morwy, fot. Dorota KK (c)

Z włókien roślin morwy produkuje się tutaj papier czerpany oraz wiele wyrobów papierniczych, jak też naturalne i cenione na całym świecie kosmetyki do pielęgnacji ciała, głównie twarzy – po których skóra staje się gładka, jak pupa niemowlaka.

Produkcja narzędzi do pracy na roli, fot. Dorota KK (c)

Jinnaluck pokazała nam, jak wygląda produkcja i jak pozyskuje się cenny materiał. Z naturalnych kwiatów i zielonych roślinek przygotowałam obrazek, który przywiozłam do domu zapakowany w efektowną, czerwoną torebkę z morowego papieru.

 

Młode Tajki, z uwagą przyglądały się moim zmaganiom. Jedna z nich wzięła do ręki kremowy parasol przeciwsłoneczny i przysuneła go w moją stronę. Szybko jednak się rozmyśliła i powiedziała – nie, to nie jest dobry kolor, lepszy będzie dla ciebie różowy.

I tak oto, z różowym parasolem w dłoni i moimi współtowarzyszami, wsiedliśmy na przyczepę podpiętą do traktora ze słomianych dachem i pojechaliśmy zwiedzać wieś. Po drodze zatrzymaliśmy się w miejscu, w którym zobaczyliśmy jak rozgrzane do czerwoności w wielkim piecu metale przybierały formę narzędzi do pracy na roli. Później odwiedziliśmy plantację kawy, przejeżdżają obok ryżowych i kukurydzianych pól. 

Droga na plantację trakrorem to jedno z niezapomnianych przeżyć, fot. Dorota KK (c)

Droga na plantację to czysta uczta dla zmysłów. Wieś Bang Pang, położona jest niedaleko granicy z Birmą, przy rzece Rujak, a z każdej strony wręcz wylewa się tutaj zieleń. Nasz kierowca,założył kapelusz na głowę, ponownie odpalił traktor i zawiózł nas tam, gdzie człowiek i natura stają się jednością.

Po powrocie zażyliśmy kąpieli stóp w wodzie z dodatkiem morwy, później odpoczęliśmy pod bananowcami i rozkoszowaliśmy się lokalnymi potrawami. W takim miejscu zdecydowanie warto zatrzymać się na dłużej niż jeden dzień. Ja mogłabym nawet zamieszkać.

 

Doi Tung Tree Top Walk

Zawieszony na linach chodnik ma 295 metrów długości.  Wisi na około 30 metrach wysokości w królewskim ogrodzie Mae Fah Luang Garden of the Doi Tung. Zapięłam pasy bezpieczeństwa i wyruszyłam w zielony busz, aby popatrzeć na ogród z perspektywy ptaka.

Spacer nad ogrodem Doi Tung, fot. Dorota (c)

 

Kiedy byłam w tym ogrodzie trzy lata temu, zwiedzałam go jedynie z poziomu zerowego. Zmiana perspektywy zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

Owoce mają tutaj zapach słońca. fot. Dorota KK (c)

Doi Tung to prawie 1400-metrowa góra, na zboczu której wznosi się Doi Tung Villa Reale, czyli Królewska Willa. Rezydencja otoczona jest przepięknym ogródem w stylu angielskim, w którym kolorowe kwiaty i starannie przycięte trawniki harmonijnie komponują się z formacjami skalnymi. Projekt pomysłu Królowej Matki miał nie tylko przyczynić się do ochrony środowiska, ale i zapewnić miejsca pracy i turystyczną promocję regionu.

To właśnie jej Królewskiej Wysokości, Księżnej Srinagarindrdzie, późniejszej Królowej Matce, bardziej znanej przez Tajów jako ÄúSomdej Yaa – Chiang Rai zawdzięcza świetność, to ona była inicjatorką wielu przemian gospodarczych i obyczajowych w swoim królestwie. 

Ogromną pasją Królowej zawsze była też fotografia. Kiedyś powiedziała, że nigdzie rusza się bez aparatu fotograficznego, aby ważne w jej poczuciu chwile życia mogła w każdym momencie zapisać i przekazać pokoleniom.

 

A teraz, czas na masaż 

Kolejna rzecz, której nie można sobie odmówić będąc w Tajlandii, to masaż. Do wyboru mamy ich wiele. Najbardziej popularny i jeden z moich ulubionych to tradycyjny masaż Tajski, który jest sekwencją technik, stanowiących połączenie akupresury ważniejszych punktów na ciele człowieka z elementami jogi, rozciagania i refleksologii. 

Mycie nóg przed masażem w Natural Thai Spa, fot. Dorota KK

Idealny i możliwy do wykonania praktycznie w każdych warunkach jest masaż stóp, z którego staram się korzystać każdego dnia w czasie tajskich wędrówek. Nie tylko ma właściwości regenerujące, ale także zdrowotne. 


Tego dnia odwiedziliśmy Natural Thai Spa in Chiang Rai, gdzie miałam przyjemność oddać się godzinnemu masażowi w bardzo komfortowych warunkach i z relaksującą muzyka w tle. Tym razem wybrałam masaż całego ciała. Po takiej dawce przyjemności, uwolniona od stresu i zmęczenia, gotowa byłam wyruszyć na spacer po nocnym targu.

 

 Nocny targ w Chiang Rai

Uwielbiam zapachy zamknięte w małych buteleczkach. Staram się z każdego pobytu w podróży, jakiś przywieźć. I właśnie w poszukiwaniu zapachów wyruszyłam na nocny targ w Chiang Rai. Bangkok zawsze kojarzy mi się z zapachem jaśminu, a Chiang Rai to dla mnie zapach orchidei.

A to ja na Nocnym Targu w Chiang Rai, fot. Motaz (c)


Nocny Bazar w Chiang Rai, jest dużo mniejszy od tego w Chiang Mai, za to bardziej kameralny i chyba sporo tańszy. Z Motazem, moim przyjacielem z Jordanii, z którym kilka dni wcześnej uczestniczyłam w seminariach ASEAN Tourism Forum w Chiang Mai, usiedliśmy tutaj przy jednym ze stolików, napiliśmy się lokalnego piwa Singha. Posłuchaliśmy rytmów nocnego miasta i obejrzeliśmy tradycyjne tańce północnej Tajlandii. To się nigdy nie nudzi.

 

 


Biała Świątynia – Wat Rong Khun

Wat Rong Khun to chyba jedna z najbardziej rozpoznawalnych wizytówek Chiang Rai. Jest wyjątkowa na wiele sposobów. Została zaprojektowana przez znanego z wielkiej wiary światowej sławy artystę z Tajlandii – Chalermchai Kositpipat. W zasadzie nie jest biała, a biało – kryształowa, z tysiącami maleńkich lustereczek w nią powtykanych.

Wat Rong Khun – najbardziej rozpoznawalna i znana świątynia w Chiang Rai. fot. KS (c)

Świątynia poświęcona jest Panu Buddzie z zamiarem zbudowania możliwego do osiągnięcia raju na ziemi, reprezentującego sprawiedliwość i ma zachęcać do dobrej karmy.

Mnich w Wat Rong Khun, fot. Dorota KK (c)

Ze względu na wyjątkową jakość w sztuce i niezwykle rozbudowaną architekturę, sala zgromadzeń w Wat Rong Khun różni się od każdej innych świątyni pod względem posiadania zarówno rzeźbionych szczytów, jak i ząbkowanych grzbietów. Sama sala jest w większości zbudowana w czystej bieli, co ilustruje czystość Buddy. Błyszczące, przejrzyste lustrzane szkiełka są symbolem mądrości, jako mądrości Przebudzonego, która lśni nad ziemią i wszechświatem. Razem z tymi elementami jest tutaj wiele wyszukanych fresków, których nie można przegapić.


Wnętrze budynku to niesamowita fantazja, w której autor przeplata postaci religijne z postaciami z kultury masowej, jak chociażby Spidermena, Batmana czy bohaterów Matrixa. Pokazane są też sceny katastroficzne jak ta z 11 września 2011 roku w World Trade Center.

Zgodnie z intencjami Chalermchai, stopniowo budowano dziewięć budynków klasztornych o różnych stylach. To buddyjskie dzieło oznacza, że ​​wielkie niebo jest akceptowane i chwalone na całym świecie. Dzięki skrupulatnym komponentom architektonicznym można badać nie tylko wyszukane elementy fizyczne, ale także kontemplować Dharmę poprzez ten religijny cud.

Singha Park

Przed wylotem do Bangkoku, odwiedzamy Singha Park Chiang Rai, który położony jest 450 m n.p.m. i obejmuje aż 12,8 km2 żyznej ziemi, na której uprawia się herbatę. Singha Park oferuje wiele atrakcji, rozrywek. Należy do firmy Singha, która jest producentem jednego z najbardziej rozpoznawalnego piwa w Tajlandii- Singha. Przepiękna i bogata roślinność, kolorowe kwiaty, zwierzęta i słońce są tutaj przez cały rok.

Singha Park jest uporządkowany, zorganizowany – idealny dla osób, które pragną ukoić zmysły w miejscu zadbanym i pełnym ciekawych rozrywek.  Jedną z popularnych atrakcji parku jest lot balonem. 

 

Niebieska Świątynia – Wat Rong Suea Ten

Kiedy ją zobaczyłam, zaniemówiłam z wrażenia. Wat Rong Suea Ten to jedna z najnowszych świątyń buddyjskich. Jeśli ktoś wyobraża sobie niebo, jako niebieską świątynię, to tak właśnie może się tutaj poczuć – jak w niebie. Wat Rong Suea Ten bardzo wyróżnia się na tle wszystkich świątyń, które widziałam do tej pory. 

Wat Rong Suea Ten – jednym słowem, niebo na ziemi, fot. Dorota KK (c)
Biały Budda w Wat Rong Suea Ten. fot. Dorota KK (c)

Niebieskie wnętrze przepełnione jest pracami plastycznymi i delikatnymi złotymi zdobieniami, ale sam Budda nie jest złoty, jak w większości świątyń, a biały. A biały kolor oznacza duszę.

Podobno żyły tutaj kiedyś tygrysy, które przeskakiwały przez rzekę, stąd też wzięła się nazwa miejscowości, w której znajduje się ta świątynia – „Suea Ten” dosłownie oznacza tańczącego tygrysa.

Świątynia została odbudowana w miejscu, w którym jakieś 80 – 100 lat temu stała świątynia, która uległa zniszczeniu. W roku 1996 mieszkańcy podjęli decyzje o odbudowie, a sama budowa rozpoczęła się w 2005 roku. Biały Budda został ukończony w 2008 roku, a główna sala 22 stycznia 2016. Ponieważ jest to tak młoda świątynia, jest stosunkowo mało znana wśród trustów, ale z całą pewnością z każdym rokiem będzie przyciągała coraz to więcej odwiedzających, którzy, być może tak jak ja, zobaczą jak wygląda niebo pod Chiang Rai.

Prowincja Chiang Rai, to część świata, która umiłowała sobie zielone dywany herbaciane i ma zdecydowanie więcej atrakcji niż te, o których napisałam. By je poznać,  poczuć, warto zostać tutaj na dłużej, pobyć z ludźmi, uczestniczyć w ich życiu, gotować i jeść z nimi, pić zieloną albo niebieską herbatkę, poleżeć na hamaku zawieszonym pomiędzy drzewami i stać się częścią tego wyjątkowego świata. 

 

Nie zapominając przy tym, że nie tylko zabierzemy stąd swoje doświadczenia, ale zostawimy po sobie jakiś ślad. A jaki i gdzie go szukać? Być może w spojrzeniu drugiego człowieka, być może kiedyś wróci do nas to, co tam zostawimy.  Tajlandia jest cudowana, otwarta na ludzi i kto raz już tutaj przyjedzie, jestem przekonana, że będzie chciał wrócić.

Autor: Dorota Kozioł Komarnicka

A tutaj inny artukuł na temat Chiang Rai, mojego autorstwa: Tajlandia, Chiang Rai – brama do Złotego Trójkąta 

English language: Chiang Rai – once opium, today tempts green tea fields

You May Also Like

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: