Chiński sposób na walkę z koronawirusem

Zamknięte miasta, temperatura mierzona na każdym kroku, wycieraczki dezynfekujące podeszwy butów, wyniki tomografii płuc analizowane przez komputery, a zamiast sygnału w telefonach komunikaty przypominające o zaleceniach – tak Chiny walczyły z koronawirusem. W całym kraju wg oficjalnych danych na Covid – 19 zachorowało ponad 84 tysiące osób. Zmarło 4638. Wygląda na to, że chiński rząd opanował pandemię i odmraża gospodarkę. O tym jak walka z nowym wirusem wyglądała w Państwie Środka opowiada Marcin Kosiec – Polak mieszkający w Kantonie, prowadzący kanał na YouTube „To są Chiny”.

 

Mówi się, że chińskie władze kłamały ws. rzeczywistej liczby zakażonych koronawirusem. Jak zareagowali zwykli Chińczycy na tę informację?

Chińczycy mają zaufanie do rządu. Oczywiście na początku obawiano się, że zachorowań może być znacznie więcej, niż podawało się oficjalnie. Jednak po powstaniu szpitali polowych, dane trudno było już ukryć. Wbrew pozorom media społecznościowe w Chinach prężnie działają i użytkownicy dzielili się na nich swoimi wątpliwościami. Chiny to ogromny kraj, a przy tylu regionach i liczbie mieszkańców, trudno jest wszystko od razu dokładnie policzyć. Rząd skorygował informacje dopiero wtedy, gdy sytuacja się ustabilizowała. Ale Chińczycy już później nie bardzo przejmowali się nowymi informacjami. Dla nich najważniejsze jest to, że poradzili sobie z pandemią. Choć trzeba jasno powiedzieć, że nadal zamknięte są granice i szkoły. Rząd nie wyklucza nadejścia kolejnej fali epidemii.

Ostatnio amerykańscy politycy stwierdzili, że wirus powstał w laboratorium. Jak komentuje się te słowa w Chinach?

Chiński rząd uważa, że to amerykańska propaganda, a zwykli Chińczycy są przekonani, że wirus pochodzi od dzikich zwierząt. W całym kraju prowadzona jest kampania zakazująca ich jedzenia. Dodatkowym czynnikiem odpowiedzialnym za rozprzestrzenienie się wirusa byli wracający do kraju Chińczycy mieszkający za granicą. Dlatego rząd zamknął granice. Jeszcze niedawno bardzo nieprzychylnie patrzono na przyjezdnych, bo obwiniano ich za rozprzestrzenienie się wirusa. Teraz już wszystko wróciło do normalności.

Co mówi się w Chinach na temat walki z pandemią i jak Chińczycy oceniają sytuację w kraju?

Oceniają bardzo dobrze. Chiny były bardziej od innych krajów przygotowane na walkę z nowym wirusem, bo już wcześniej miały doświadczenia związane z innym koronawirusem SARS w 2003 r. Wyciągnięto wnioski i po wykryciu zakażeń rząd podjął szybkie i zdecydowane kroki. Kraje zachodnie obserwowały te działania ze zdziwieniem i chyba wielu było przekonanych, że wirus nie dojdzie do Europy. Chińczycy są zaskoczeni reakcją świata, a także beztroską niektórych państw w podejściu do walki z wirusem. Nie mieści im się w głowach, że można łamać kwarantannę, nie stosować się do zaleceń i nie nosić masek. To, co dzieje się w niektórych krajach zachodnich, to dla nich tragikomedia. W Chinach pracownicy służby zdrowia uważani są za bohaterów narodowych. I to dosłownie. Gdy personel medyczny wracał do swoich domów z Wuhan, mieszkańcy wiwatowali na ich cześć, a wojsko im salutowało. Walka z wirusem była traktowana jak wojna. Wielu młodych ludzi zgłaszało się do szpitali na ochotnika. Młode lekarki czy pielęgniarki obcinały włosy, by nie przeszkadzały im w noszeniu kombinezonu. Chińczycy są wielkimi patriotami. Gdy okazało się, że w danej rodzinie zarażeni są rodzice, to ich dziećmi zazwyczaj opiekowali się lekarze. W Chinach był przypadek, że dziecko urodziła kobieta chora na Covid – 19. Zajmowali się nim lekarze, a noworodek nie miał kontaktu z matką. Kobieta mogła się nim zająć dopiero po całkowitym wyleczeniu.

Jakie działania podjął rząd w walce z pandemią?

Przede wszystkim wszędzie była mierzona temperatura. I to nie tylko w miejscach pracy, ale także w sklepach, galeriach handlowych, w środkach komunikacji miejskiej, przy wejściu na osiedle. Płyny do dezynfekcji też były praktycznie wszędzie, a przed wejściem do sklepów dodatkowo położono specjalne maty – wycieraczki na obuwie. W wielu miastach, aby wyjść z domu, wprowadzono specjalne przepustki. W telefonach zamiast sygnału były komunikaty przypominające o noszeniu maseczek i dezynfekcji rąk. Wszędzie były wywieszone informacje ostrzegające przez wirusem i zalecenia. Na moim osiedlu temperatura była mierzona przy każdym wyjściu i wejściu. Drzwi do klatki schodowej były cały czas otwarte, windę dezynfekowano kilka razy dziennie. Przesyłki pocztowe dostarczano poza teren osiedla i tam też można było je rozpakować. Wszystko po to, by nie przynieść wirusa. Kilka razy dziennie czyszczono także chodniki i ulice. Na osiedla mogli wchodzić tylko mieszkańcy, nikogo z zewnątrz nie wpuszczano. Zakażone miasta zamykano. Oczywiście procedury mogły różnić się w zależności od regionu, ale zalecenia rządu były takie same dla całego kraju. W ekspresowym tempie powstawały szpitale. W Wuhan Huoshenshan Hospital powstał w 10 dni. Mógł pomieścić 1000 osób.

A jak wyglądały procedury w przypadku zakażonych osób?

Każdy, kto miał gorączkę, wysyłany był do specjalnych jednostek, które otwarte były w szpitalach lub w namiotach przy szpitalach. Pracował w nich specjalnie przeszkolony personel. Choremu mierzono raz jeszcze temperaturę, przeprowadzano dokładnie wywiad, robiono badania krwi i testy na grypę. Do tych specjalnych jednostek ludzi przywożono specjalnymi autobusami. Chodziło o to, by sami nie przemieszczali się po mieście. Jeśli w badaniach nie wyszło czarno na białym, że pacjent jest zarażony koronawirusem, to robiono także tomografię płuc. Każda jednostka mogła zbadać dziennie 200 osób. Działały one we wszystkich dużych miastach. Wstępne badania płuc odbywały się za pomocą nowoczesnego komputera, bez udziału lekarza. I to komputer analizował dane, miał skuteczność 96 procent. Następnie wyniki raz jeszcze były analizowane przez lekarzy. Komputer wysyłał im badania za pomocą sieci 5G. Warto dodać, że w Chinach nie jest obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne. Nie chcesz – nie płacisz. Ale w tej sytuacji rząd wprowadził darmowe leczenie dla wszystkich, nawet dla obcokrajowców. Władze nie chciały, żeby ludzie bez ubezpieczenia ukrywali chorobę, bo to groziło powstawaniem nowych ognisk.

Chińczycy karnie stosowali się do zaleceń?

Jak najbardziej. Oczywiście przypadki łamania zakazów zdarzały się jak wszędzie, ale społeczeństwo jest bardzo zdyscyplinowane. To zupełnie inna mentalność. Chińczycy patrzą na siebie przez pryzmat całości, grupy, społeczeństwa. Ważne jest to, co służy wszystkim, nie jednostkom. To wielu ludziom na Zachodzie nie mieści się w głowach. Mentalność Azjatów jest zupełnie inna niż Europejczyków czy Amerykanów. Chińczycy mieli świadomość, że na nich skierowane są oczy świata i robili wszystko, by jak najlepiej poradzić sobie z wirusem. Należy pamiętać, że epidemia zbiegła się z obchodami Chińskiego Nowego Roku. To największe święto w Chinach. Wtedy wszyscy wracają do swoich domów, a miasta i fabryki pustoszeją. Przymusowy urlop milionom Chińczyków przedłużył się o 2 miesiące. Ludzie nie wrócili do pracy, zostali w domach rodzinnych.

Wirus w Chinach oficjalnie pojawił się w styczniu, ale już w grudniu młody lekarz Li Wenliang informował o nowym koronawirusie, podobnym do poprzedniego SARS. Władze jednak nakazały mu milczeć. Lekarz zmarł na Covid – 19. Jak tę głośną sprawę komentowano w Chinach?

Zachowanie władz wywołało oburzenie w mediach społecznościowych. Temat był szeroko komentowany. Oprócz doktora Li o nowym typie zapalenia płuc informowali także inni lekarze. Wszyscy mieli nakaz milczenia. Władze lokalne zakazały mówić o wirusie, bo sprawa była badana i nie chciano szerzyć paniki. Lekarz Li publicznie poinformował o nowych zakażeniach. Pouczono go, by przestał, ale bardzo szybko okazało się, że miał rację. Niestety lekarz zmarł na Covid -19 na początku epidemii. Działania lokalnych urzędników i policji były bardzo źle odebrane. Władze przeprosiły i uznały lekarza za…bohatera narodowego. Winnych pociągnięto do odpowiedzialności.

Jak w Chinach wygląda odmrażanie gospodarki w praktyce?

Pootwierane jest wszystko, z wyjątkiem szkół, ale procedury bezpieczeństwa nadal obowiązują tak samo jak w trakcie epidemii. Odmrożenie gospodarki zaczęło się w marcu. Pracownicy wracający do pracy z innych miast przechodzili dwutygodniową kwarantannę. Na początku ruszył przemysł, następnie otworzono restauracje i salony fryzjerskie. Nadal na każdym kroku mierzona jest temperatura, obowiązuje nakaz noszenia maseczek, wszędzie są płyny do dezynfekcji rąk. W restauracjach trzeba zostawiać swój nr telefonu, bo gdyby np. u jednego z klientów wykryto koronawirus, to restauratorzy mają obowiązek poinformować o tym wszystkich klientów. Każdy ma w telefonie własny kod QR połączony z paszportem. Zielony kolor oznacza, że osoba nie stwarza zagrożenia, a kolor pomarańczowy ogranicza swobodne przemieszczanie się. Do tej pory są zamknięte granice. Wirus jest na całym świecie, a Chiny nie chcą go wpuścić do siebie. Czekają na rozwój sytuacji.

Tekst: Agnieszka Wasztyl
Sprawdź media społecznościowe Agnieszki: Instagram, Facebook

Zdjęcia: “To są Chiny”
Odwiedź kanał na YoTube: 
„To są Chiny”

You May Also Like

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: