“DOSIĘGNĄĆ CHRYSTUSA” – rytuał krzyżowania na Filipinach

Półnadzy, ze skatowanymi plecami podążają przed siebie. Mają na sobie jedynie jasne, bawełniane spodnie, na które z poranionych pleców, tryska czerwono-brunatna krew. Niekiedy ich głowę zdobi cierniowa korona, innym razem skrywają ją pod czarnym kapturem. Trzask biczy, miesza się z szumem napierającego tłumu gapiów. Czarne krzyże ustawione na wzgórzu, widać z daleka. Kilku biczowników dziś na nich zawiśnie. Chcą przez chwilę być jak Chrystus.

Krzyż zostaje opuszczony. Rozpościera się na nim ciało męczennika. Młotem wbija gwoździe w dłonie i stopy. Na jego twarzy pojawia się ból i cierpienie, a publiczność krzyczy z wrażenia. Wytrzymują około 5,10 minut. Później kolejni chętni. Najwytrwalsi, dają radę nawet 20 minut. Są też stali bywalcy krzyża, którzy rok w rok oddają się temu doświadczeniu. Podobno można się uzależnić.

Są przekonani, że złożona przez nich ofiara ma moc odkupienia za winy. Jest jak cud, który chroni nie tylko ich, ale także ich rodziny. Mówią, że zdarzają się nawet przypadki uzdrowienia.

Rytuał krzyżowania  – po co to wszystko?

Kościół, nie wyraża na takie obrzędy zgody i ostro je krytykuje. Powołuje się na wiarę katolicką, która mówi, że oczyścić z grzechów może tylko Chrystus i takie praktyki nie są z nią zgodne. Jednak zainteresowanie rytuałem z roku na rok rośnie. Rośnie zarówno liczba chętnych do ukrzyżowania, jak i też gapiów. Tych drugich jest szczególnie dużo, ponieważ całe wydarzenie stało się jedną z atrakcji turystycznych Filipin. Jak mówi Mawick, do San Fernando de Pampanga napływają w tym czasie ludzie nie tylko z kraju, ale z całego świata. Rok temu, władze wydały zakaz krzyżowania obcokrajowców. Chcą w ten sposób uchronić się przed trywializacją uroczystości, która jest pamiątką po śmierci Chrystusa. Coraz częściej też trafiają się osoby, które dają się ukrzyżować tylko z uwagi na widowisko.

Z kolei inni twierdzą, że ich życie zupełnie się po tym odmienia. Doznają wielu łask i jednoczą się w cierpieniu z Chrystusem. Zmierzenie się z bólem, od którego można umrzeć, wyzwala ich i jednoczy z Bogiem.

Gwoździe w rękach

Filipińczycy są niezwykle wierzący, spokojni i opanowani. Trudno wywołać u nich poczucie strachu, a ukrzyżowanie jak się łatwo domyślać, może tylko pomóc w jego opanowaniu. Pamiętam, jak z moją przewodniczką przemieszczałyśmy się samochodem z jednej części Filipin do drugiej. Droga była wąska i kręta, prowadziła przez górskie zbocza. Zapadł zmierzch, zepsuły nam się światła, a kierowca jechał tak szybko, że wbijałam się w siedzenie fotela. Głęboka przepaść czaiła się nie tylko za każdym zakrętem, ale na prostej drodze. Kiedy z naprzeciwka nadjeżdżał drugi samochód, ciężko było się minąć. Jeśli nie zobaczyło się go w porę, jedyne rozwiązanie to lot samochodem w górską czeluść. I chociaż z zasady staram się panować nad strachem, w tamtym momencie czułam go bardzo wyraźnie. Co mnie jednak zaskoczyło, to to, że Mawick jak gdyby nigdy nic, nuciła sobie pod nosem jakąś melodię. Nie wykazywała najmniejszego zdenerwowania, wręcz, łagodnie uśmiechała się do swoich myśli. Zupełnie tak, jakby przypadkowa śmierć, nic w jej życiu zmienić nie miała. Czym zatem może być kilka chwil z gwoździami w rękach i nogach?

Polska też miała swoich biczowników

Warto przypomnieć, że w Krakowie jeszcze w XIX wieku, można było spotkać kapnitów, którzy zadawali swojemu ciału cierpienie. Nie było to może tak spektakularne widowisko, jak na Filipinach, uwieńczone ukrzyżowaniem. Ale inscenizacja Męki Pańskiej z udziałem biczowników zapisała się również w polskiej historii. Kapnici chodzili od kościoła do kościoła, a pod każdym z nich się biczowali. Kobiety zbierały przy tym datki, a kiedy brakowało chętnych do biczowania, wynajmowano ich. Zdarzało się, że kiedy jedna grupa, drugiej nie chciała ustąpić pierwszeństwa na drodze do grobu pańskiego, dlatego dochodziło między nimi do starć i biczowali się nawzajem. Z czasem, Kościół zabronił tych praktyk i przeszły one niemal w niepamięć.

Trudno powiedzieć, jak długo zwyczaj ten zachowa się na Filipinach. Wiadome jest, że Filipińczycy bardzo strzegą swojej indywidualności, swoich praktyk, wierzeń, i są krajem szczególnie w nie bogatym.

Tekst, Dorota Kozioł Komarnicka

You May Also Like

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: