Flores, Wae Rebo Village – z dla od cywilizacji

Indonezja, Wae Rebo Village – Zamiast kotów śmiertelnie jadowite węże polują w zaroślach na myszy. Dzieci biegają boso, nie mają internetu, ani telewizji – są radosne. Kiedy zapada noc, miliony srebrnych gwiazd spoglądają na schowaną w egzotycznym lesie Wae Rebo Village. O poranku mgła, która miesza się z chmurami, jakby w nocnej pieszczocie spowija chaty sprzed tysiąca lat. Skrzypią drzwi, pierwsze promienie słońca wpadają do środka. W magicznej wiosce pomiędzy górami, budzi się życie.

Droga do Wae Rebo prowadzi przez gęsty las deszczowy. Ścieżka jest wąska i stroma, porośnięta korzeniami, gliniasta. Przeogromne paprocie, być może jeszcze z czasów prehistorycznych kołyszą się, muskane falami wilgotnego powietrza – to prawdziwe kolosy, które z powodzeniem przerastają nawet słonia. Rośnie tutaj aż siedem rodzajów bambusa! Palmy z owocami, kakaowce, cynamonowce, storczyki, wanilia – wszystko w olbrzymich rozmiarach i oszałamiającej ilości. Śpiew egzotycznych ptaków tak poruszający, że moje serce pęka z radości bycia częścią tego egzotycznego świata – nawet teraz, kiedy o tym wspominam.  Idę i nie wierzę…

Mój indonezyjski Przewodnik, który zna chyba wszystkie nazwy roślin, jakie rosną w dżungli – Fantastyczny! fot. Dorota Kozioł Komarnicka ©

 

Nawet kobry są tutaj pogodne

Niestety w połowie drogi dzień schował się za górami, a dookoła zapanowała ciemność. Nawet nie zauważyłam, kiedy oddaliłam się sporo od grupy z którą wyszłam z Denge. Do głowy zaczęły przychodzić różne myśli: czy idę właściwą drogą?, czyje oczy w tej chwili łypią na mnie wzrokiem? Byłam tylko ja i wąska ścieżka oświetlana marnym promieniem światła z czołówki. Nie mogłam pozwolić sobie strach, który próbował być towarzyszem mojej podróży. Przecież tak wiele w życiu już przeszłam, a to tylko noc w środku dżungli, której jestem piękną częścią – wzmacniałam ducha.

INDONEZJA, Wae Rebo, fot. Dorota Kozioł Komarnicka ©

Miałam wielkie szczęście, poznać  na wyspie mnicha, który zmienił moje wyobrażenie o lęku.

– Siedziałem pod drzewem nad rzeką. Zobaczyłem, że zbliża się do mnie przeogromnych rozmiarów kobra królewska – to był wyjątkowy okaz, miała jakieś 10 metrów. W Tajlandii nazywamy ją „wężem jednego kroku” – to naprawdę jadowity wąż. Jest dużo szybszy od człowieka, potrafi pływać, wspinać się po drzewach. Nie ma przed nim ucieczki. Co mogłem zrobić? Kiedy podniosła głowę i rozpostarła szeroko przede mną swój kaptur, spojrzałem na nią z miłością i powiedziałem – dziękuję, że przyszłaś. Wyciągnąłem rękę i pogłaskałem ją po głowie. Kobra zmrużyła oczy a kąciki jej pyska, jakby uniosły się ku górze. Jakby chciała powiedzieć – jeszcze… Po kilku minutach głaskania kobra opuściła kaptur, spuściła głowę i poszła dalej – mówił.

Jakbym śniła niezwykłą baśń 

Przed wejściem do wioski przewodnik uderzył w bęben i nadał sygnał o naszym nadejściu. Mieszkańcy wioski na czele z wodzem wyszli na powitanie. Odprawili obowiązkową ceremonię powitalną – podobno, istnieje jakaś mistyczna siła, która nie pozwala zrobić zdjęć wiosce bez ceremonii – jest obowiązkowa.

Nie wiem, czy nie byłam wystarczająco uważna, ale prawda jest taka, że przez długą chwilę stałam wryta w ziemie z szeroko otwartymi oczami i ustami – obejmując wzrokiem szeroką panoramę nieba nad stożkowymi chatami u podnóża spowitych ciemnością gór, które na granatowym tle z milionami srebrnych gwiazd, wyglądały oszałamiające pięknie. To tak, jakbym śniła jakąś starą baśń. Uważność popłaca.

INDONEZJA, Wae Rebo, fot. Dorota Kozioł Komarnicka ©

Jedność klanu w wiosce sprzed tysiąca lat

W wiosce jest siedem tradycyjnych domów zwanych Mbaru Niang. Są to unikalne, okrągłe, stożkowe domy o drewnianej konstrukcji. Do ich budowy nie użyto ani jednego gwoździa. Wszystkie wybudowane przez mieszkańców wioski z naturalnych materiałów. Masywny dach wykonany włókna palmowego, podtrzymywany jest przez centralny drewniany słup i sięga aż do ziemi. 

Pod jednym dachem mieszka 8 rodzin, wywodzących się ze wspólnego przodka. Domy mają 8 metrów wysokości i 5 poziomów (każdy z poziomów ma inne przeznaczenie). Rozłożone są jeden obok drugiego, też na kole, co ma zapewnić jedność w wiosce. Nie zataczają jednak koła, pozostawiają wolną przestrzeń, która jak uważają mieszkańcy – jest miejscem, w którym żyją ich przodkowie. 

Jeden z domów jest domem ceremonialnym – różni się wielkością od innych budynków – jest to miejsce, w którym przechowywane są święte bębny i gongi dziedziczne oraz gdzie odbywają się różne ceremonie i rytuały. Struktura domu symbolizuje jedność klanu, a za pomocą świętych bębnów mieszkańcy komunikują się z przodkami. W drugim domu przyjmuje się gości, którzy śpią na tkanych na matach z liści pandamusa zwanej tikar. W pozostałych chatach mieszkają inne wielopokoleniowe rodziny.

Nie ma tutaj stołów ani krzeseł, nie ma Internetu, nie ma sygnału telefonicznego, telewizji, a prąd tylko z agregatorów do godzinny 22 – na specjalne okazje, raczej dla gości. Wraz z upływem czasu populacja wioski wzrosła, dlatego oprócz siedmiu tradycyjnych domów, można zobaczyć dodatkowe budynki wokół wioski.

INDONEZJA, Flores, Wae Rebo, fot. Dorota Kozioł Komarnicka ©

Wae Rebo Vilage położona jest na około 1200 metrów nad poziomem morza, dzięki czemu powietrze jest tutaj rześkie i przyjemne. Jest całkowicie otoczona górami i gęstym lasem Todo. Wieś otrzymała wsparcie od indonezyjskiego rządu, tak, by mogła stać się główną atrakcją turystyki kulturowej w West Flores. Dzięki czemu wieś coraz częściej odwiedzana przez turystów, a ludzie mają dodatkowe zajęcie. Mieszkańcy chętnie przyjmują gości i pozwalają uczestniczyć w codziennym życiu, nawet jeśli zakłóca to ich codzienny rytm dnia.

W 2012 roku Wae Rebo otrzymała najwyższą nagrodę doskonałości od UNESCO.

 

Wae Rebo

– spełnienie obietnicy spokoju i uważności 

Większość ludzi pracuje w swoich ogrodach od wczesnego rana do świtu, zbierają też kawę i zajmują się przetwarzaniem jej ziarnem – które później sprzedają na najbliższym targu, co oznacza że każdego razu, tylko w jedną stronę maszerują wąską ścieżką, pokonując dżungle, górę i rzekę – przez jakieś 3 godziny w jedną stronę. Chociaż tkactwo nie jest w Wae Rebo główną działalnością, można spotkać  kobiety, które tkają tradycyjne płótna.  

INDONEZJA, Wae Rebo, fot. Billy ©

Ware Reo to jedyna wioska, w której został zachowany autentyczny charakter tradycyjnego domu Manggara w Zachodnim Flores. Niektóre opowieści mówią o tym, w jak to w unikalny sposób wódz bronił swojej społeczności przed modernizacją. Ludzie twierdzą że wieś ma już 1140 lat – licząc od obecnego, istniejącego już 19 pokolenia, przez pomnożenie średniego wieku 60 lat na jedno pokolenie.

Wieś zyskuje coraz większą popularność jako miejsce docelowe dla międzynarodowych entuzjastów turystyki ekologicznej, poszukiwaczy zdrowego stylu życia, unikalnej przyrody – miejsc w których magiczny widok i spokój ducha współistnieją.

NDONEZJA, Wae Rebo, fot. Dorota Kozioł Komarnicka ©

W wiosce za chmurami czas jakby się zatrzymał. Wae Rebo Village jest jednym z tych wyjątkowych miejsc na ziemi, w których spełnia się obietnica spokoju i uważności w życiu. Pozytywna energia płynie swobodnie pomiędzy domami i jej mieszkańcami, nikt się nigdzie nie śpieszy, a życie celebrują takim jakie ono jest naprawdę, bez zbędnego szumu cywilizacji, bez przepychu, bez chaosu. Czy nie tym właśnie jest szczęście?

Dodatkowe informacje:

    1. Zanim trafiłam do Wae Rebo,  odwiedziłam Melo Village, gdzie miałam okazję zobaczyć tradycyjne mangarskie tańce. Więcej można o tym przeczytać  tutaj: INDONEZJA, Flores – Rdzenni Mieszkańcy Wyspy, Tańce I Rytuały W Melo Village
    2. Swoją przygodę na Wyspie Flores zaczęłam od wizyty w Labun Bajo, gdzie zatrzymałam w hotelu nad samym morzem, który szczerze polecam: http: Bintang Flores Hotel. 
    3. Z Labun Bajo wyruszaliśmy o świecie, jechaliśmy przez kilka godzin, a po drodze odwiedziliśmy kilka innych wsi. Cały czas pod górę, by ostatecznie znaleźć się po drugiej stronie góry i u stóp morza Sawu. A stamtąd na ojoku (skuter z kierowcą) do wsi Denge, skąd zaczęła się przeprawa przez dżungle i prawdziwa przygoda — do magicznej Wae Rebo. Droga z Labun Bajo do Wae Rebo to znakomita okazja, by zobaczyć, jak wygląda życie na wyspie.
    4. Z ciekawostek dodam, że pierwszy zagraniczny turysta (Europejczyk) przybył do Wae Rebo dopiero w 2009 roku, a najbardziej popularna jest w czasie ramadanu. 
    5. Dla mnie ta wioska, to jak znalezienie kwiatu paproci podczas nocy św. Jana. Przeżycie mistyczne, pełne magii, tajemnic, niezwykłe. A Ty, drogi Czytelniku, znalazłeś już swój kwiat paproci?

tekst: Dorota Kozioł Komarnicka

zdjęcia: archiwum autorki (c)

Dla tych którzy chcą bardziej poczuć klimat, przygotowałam relację filmową:

You May Also Like

4 thoughts on “Flores, Wae Rebo Village – z dla od cywilizacji

    1. Na targu są w zasadzie niezbyt długo, bo zazwyczaj tylko tyle czasu ile wymaga sprzedaż tego co ze sobą przyniosą. Choć bywa, że nocują w sąsiedniej wiosce. Tak, ich życie to głównie praca w ogrodzie, dla przeciętnego człowieka z Europy, może się wydać nudna, ale oni tak żyją od pokoleń a szum cywilizacji dla wielu z nich może być wręcz udręką…Łatwo pewnie nie mają, ale to ich świat i ich sens życia. A z drugiej strony, czy jest coś złego w byciu sprzedawcą ,czy rolnikiem w górskiej scenerii? Nie wiem, czy bardziej nie współczuje ludziom którzy muszą całymi dniami przesiadywać w biurowcach, czy biegać z językiem na brodzie to za tym, to za za tamtym, gubiąc przy tym to co cenne – spokój i uważność w życiu. Ale oczywiście, Ty możesz widzieć to inaczej. Każdy będzie odbierał to inaczej…i to też ma swój urok 🙂

  1. Prawda. To własnie jest szczęście, a nie cztery ściany w domu cztery w pracy i tylko zmiana klatki… Dziękuję za ten artykuł z przyjemnością przeczytałam.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: