Tajlandia- Koronawirus w kraju uśmiechów

Godzina policyjna, wyludnione miasta, pozamykane szkoły i zamknięte granice dla cudzoziemców. W Tajlandii 26 marca ogłoszono stan wyjątkowy, gdy okazało się, że liczba zakażonych koronawirusem rośnie w zawrotnym tempie. Obecnie potwierdzono 1388 przypadków, z czego połowę w samym Bangkoku. Zmarło 6 osób. Za rozprzestrzenianie się wirusa władze obwiniają turystów, a sami Tajowie mają pretensje do rządu, że jego działania są mocno spóźnione. Dodatkowo król Tajlandii zamiast solidaryzować się z narodem odpoczywa w Niemczech w towarzystwie dwudziestu kobiet. O tym, jak wygląda walka z koronawirusem, specjalnie dla portalu Kobieta w Świecie opowiada Piotr Druzgała, Polak mieszkający w Bangkoku i autor książki „Co kryje tajski uśmiech”.

Tajlandia, bazar, Piotr Druzgała

W Tajlandii liczba zakażonych lawinowo rośnie. Jakie działania podjął rząd, żeby ograniczyć szerzenie się wirusa?

Do mniej więcej połowy marca, wszędzie powtarzano, że nie ma czego się obawiać, bo zakażonych było kilkadziesiąt osób. A tu nagle okazało się, że jest znacznie więcej. Codziennie przybywa około stu nowych infekcji. Rząd zwlekał i według mnie podobnie jak większość krajów nie dostrzegł powagi sytuacji. Błyskawicznie zamknięto szkoły międzynarodowe. Te tajskie zamknięto na początku marca do połowy mają, gdyż uczniowie w Tajlandii mają w tym okresie wakacje. Odwołano tajski Nowy Rok, który obchodzony jest do 13-15 kwietnia. Lotniska są otwarte, ale bardzo dużo linii lotniczych już odwołało większość połączeń, ponadto żeby polecieć trzeba pokazać zaświadczenie od lekarza, że jest się zdrowym. Tak samo jest już przy wsiadaniu do metra w Bangkoku.

Nie ma wojska na ulicach, ale są policjanci, którzy sprawdzają mieszkańców i pytają po co wyszli z domów. Nie ma jednak odgórnego zakazu wychodzenia z domu. Nakazy wprowadzają poszczególne prowincje. Na przykład na wyspie Phuket godzina policyjna trwa od godziny 20.00 do 3.00 nad ranem. W prowincji Phang Nga jest nakaz noszenia maseczek ochronnych, zakaz zgromadzeń. Za złamanie kwarantanny grozi 100 tys. bahtów, czyli w przeliczeniu około 12 tysięcy złotych.

Sytuacja jest bardzo dynamiczna, ale nie widać, żeby władze miały konkretny plan działania. Na przykład rząd ogłosił, że każdy kto straci pracę, dostanie w wybranych bankach 5 tysięcy bahtów na rękę. Tylko nie przewidział, że przed tymi bankami ustawią się w kolejkach setki Tajów. Tak samo z przemieszczaniem się. Zamknięto restauracje i salony masażu – a w nich pracowała najbiedniejsza grupa społeczna – głównie z północno -wschodniej części kraju. I ci ludzie postanowili wrócić do swoich domów. Rząd nie przewidział tłumów na dworcach. A nowych przypadków zakażeń przybywało.


Jak wygląda teraz życie w Bangkoku? Jak mieszkańcy radzą sobie z pandemią?

Widać dużą solidarność ludzi. Tajowie pomagają sobie wzajemnie niezależnie od działań rządu. Przy wejściach do budynków i sklepów sprawdzana jest temperatura. Bogaci mieszkańcy oferują darmowe posiłki, a producenci żywności za darmo dostarczają jedzenie. Trzeba być świadomym, iż znaczna część społeczeństwa żyje z dnia na dzień, a klasa średnia jest w większości bardzo zadłużona. Osoby, które mają rodziny na wsiach jeszcze sobie poradzą, bo w Tajlandii nadal dużą rolę odgrywa rolnictwo i tam pracy nie zabraknie. Ale inne sektory czeka duży kryzys. Restauracje oferują jedzenie tylko na wynos, ale dzięki temu dobrze zarabiają kurierzy. Ten kto może, pracuje zdalnie. Do dziś nie zamknięto fabryk. Sklepy, apteki są otwarte i nie brakuje produktów. Zresztą w Tajlandii brak jedzenia nigdy nie był problemem. Tu go nie zabraknie. Ale ucierpią na pewno inne branże.

Z kryzysem gospodarczym będzie musiał zmierzyć się cały świat. Powiedziałeś, że w Tajlandii sektor spożywczy sobie poradzi, ale gorzej będzie w innych branżach. Na pewno ucierpi sektor turystyczny…

I to bardzo. Tajlandia żyje z turystów, a przez ostatnie lata – głównie z Chin. Według prognoz na ten rok, Tajlandię miało odwiedzić aż 40 mln turystów. Wiemy już, że będzie znacznie mniej. To będzie trudny czas dla wszystkich, którzy zarabiają dzięki turystom. Tajlandia jest także wiodącym producentem części samochodowych, a teraz sprzedaż aut spadła o połowę.


Czy na ulicach Bangkoku widać panikę?
Nie ma paniki, a większość osób siedzi w domach. W dniu, w którym rząd zakazał zgromadzeń, ludzie masowo oblegali sklepy. Słyszałem, że najbardziej brakującym produktem były jajka. Ale teraz już są. Sklepy otwarte są normalnie i nie brakuje w nich niczego.


Podobno za wybuch epidemii Tajowie obwiniają turystów. Jakie podejście mają do napotkanych obcokrajowców? Bo w Wietnamie unika się ich jak ognia.

Turyści traktowani są bez zmian. Choć zdarzają się też takie opinie, o których wspomniałaś. Minister zdrowia Anutina Charnvirakul ostatnio stwierdził, że winę ponoszą turyści bo nie noszą maseczek i są brudni. W mediach społecznościowych napisał, że wszyscy uciekli z zimna do ciepłej Tajlandii i że część z nich nie bierze prysznica. Zalecił ostrożność w kontaktach z nimi. Natomiast zwykli Tajowie nie wyrażają się w ten sposób. Trzeba dodać, że w Tajlandii nie wszyscy Tajowie noszą maseczki, chociaż są dostępne.

Czytałam, że Tajowie są niezadowoleni z działań rządu i bierności króla, po tym gdy światowe media obiegła informacja o jego kwarantannie w hotelu w Niemczech. W mediach społecznościowych krążył nawet hasztag #dlaczego potrzebujemy króla. To odważne działanie, biorąc pod uwagę wysokie kary jakie są nakładane na obywateli za wyrażanie niepochlebnych opinii o rodzinie królewskiej.

Nikt oficjalnie nie krytykuje działań króla, ale działania rządu już tak. Tajowie jeśli są niezadowoleni i to wyrażają to niezadowolenie między sobą. Należy pamiętać, że król nie pełni funkcji politycznej. Tajowie są również świadomi, iż za obrazę króla i wyrażanie o nim niepochlebnych opinii grozi nawet 15 lat więzienia. Gdy pojawił się ten hasztag w social mediach, to w krótkim czasie zebrał ponad milion wpisów. Reakcja władz także była szybka. Hasztagu już nie ma, a rząd ostrzegł obywateli i przypomniał o karach. Rodzina królewska nie wydała oświadczenia w sprawie pobytu Króla na kwarantannie .

Król Tajlandii Maha Vajiralongkorn (Rama X), jeden z najzamożniejszych monarchów świata, którego majątek szacowany jest na ponad 30 mld dolarów przechodzi kwarantannę w luksusowym hotelu w Niemczech w otoczeniu 20 kobiet. Ale rodzina królewska jest duża. Czy naprawdę nie zrobiła nic, by pomóc w walce z epidemią?

Nie do końca tak jest. Księżniczka Sirivannavari Nariratana wyprodukowała płyn do dezynfekcji i przekazała go placówkom medycznym. Mówi się, że król przekazał pieniądze na zakup sprzętu medycznego. Sytuacja zmienia się z dnia na dzień i o dalszej pomocy ze strony rodzina królewskiej na pewno usłyszymy.

Tajlandia nazywana jest krajem uśmiechu lub uśmiechów, bo podobno rozróżnia się ich aż 13 rodzajów. Tajowie z uśmiechem i z pokorą podchodzą do tego, co przynosi los, także do pandemii. Z czego to wynika?

Tak, to prawda. Jest 13 rodzajów uśmiechu. Pokazują one różne rodzaje uczuć i kryją wiele emocji. Tajowie są buddystami, wierzą w karmę. Uważają, że wszystkie wydarzenia są wynikiem poprzednich działań. I to akceptują. Nie walczą z losem, bo co ma się wydarzyć, to i tak się wydarzy. Poza tym nauczeni są posłuszeństwa. W tajskiej kulturze szanuje się głowę państwa, rząd czy przełożonych i nie narzeka się publicznie. Dlatego też Tajowie przestrzegają przepisów i dostosowują się do wymogów.
 

Rozmawiała Agnieszka Wasztyl

Sprawdź media społecznościowe Agnieszki: Instagram, Facebook

Piotr Druzgała, Polak mieszkający w Bangkoku i autor książki „Co kryje tajski uśmiech”

Więcej informacji o książce Piotra znajdziecie tutaj: „Co kryje tajski uśmiech”

Czytaj także:

Nie jesteśmy samowystarczalni, sami toniemy; potrzebujemy Pana jak starożytni żeglarze gwiazd – Papież Franciszek

You May Also Like

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: