Meksyk, papryczki chili i zbuntowane dziecko. Wywiad z Eugenią Marcos

Drobna dziewczynka w czerwonej sukience, z wypiekami na policzkach i błyskiem w oku przygląda się porozrzucanym na kuchennym blacie owocom i warzywom. W jednej ręce, bardzo pewnie trzyma wielki upaprany nóż, a w drugiej wytarty pędzel. Z zapałem używa ich obu, niemal jednocześnie. Po latach, już jako dorosła i spełniona kobieta mówi mi, że dwa plus dwa, to czasami jest cztery, ale nie zawsze jest tego pewna. Dlatego robi to, co najbardziej kocha. Maluje i gotuje. Z Eugenią Marcos, światowej sławy meksykańską artystką, która przyjechała do Polski z wystawą swoich prac, spotykamy się w Ambasadzie Meksyku w Polsce. Jest gorący wrześniowy dzień, tuż przed Świętem Niepodległości Meksyku. W jej spojrzeniu, tak jak za dziecięcych lat jawi się błysk w oku, i choć nie zawsze o tym mówi, nieposkromiona ciekawość świata i nowych doświadczeń. Dziś też wie, że każdy sukces okupiony jest ogromnym wysiłkiem, dyscypliną i poważnym traktowaniem siebie.
  • Jak się czujesz  w Polsce? Jakie są twoje pierwsze wrażenia z pobytu w naszym kraju?

Bardzo mi się podoba w Polsce. W zasadzie to w Warszawie, bo nie znam jeszcze innych miejsc, ale wybieram się też do Krakowa, a może jeszcze do innych miast, o ile czas pozwoli. Tego nie wiem. Wspaniali są tutaj ludzie. Są naprawdę życzliwi, pomocni i są piękni. Jak wiesz jestem malarką i jestem wrażliwa na piękno. Podobają mi się parki które odwiedziłam, i to że w Warszawie jest tak dużo zieleni. Bardzo dużo zieleni. Niesamowity jest klimat, jaki macie o tej porze roku tutaj. Nie ukrywam, że przywiozłam czapkę, szalik i rękawiczki. Myślałam, że we wrześniu będzie zimno, a tu proszę, taka miła niespodzianka.   Jest gorąco jak w Meksyku! Jestem zachwycona architekturą, pałacami, centrum i czuję się tutaj bardzo szczęśliwa. A wasze jedzenie! Jest pyszne!

 

Praca meksykańskiej artystki Eugenii Marcos, namalowana dla Instytutu Cervantesa w Warszawie, gdzie do końca listopada można odwiedzać wystawę dzieł Artystki.
Praca Eugenii Marcos, namalowana dla Instytutu Cervantesa w Warszawie.
  • Słowa uznania wyrażone dla naszej kuchni z ust kobiety, która oprócz tego, że jest artystką, świetnie zna się na kuchni i do tego prowadzi kilka własnych restauracji są powodem do dumy. Tym bardziej,  że pochodzisz z kraju, którego kuchnia znalazła się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

Tak, jedzenie macie fantastyczne. Nie mówię tego ot tak, żeby tylko się przypodobać, ale naprawdę mówię jak jest. Na przykład dzisiaj, jadłam pierogi z grzybami i mięsem. Z masełkiem i smażoną cebulką. Przepyszne. Coś fantastycznego! Do tego barszczyk czarowny i polskie piwo. W Meksyku mamy piwo, które jest bardzo dobre, ale tutaj też, piwo macie znakomite.

  • A czy jest coś co ci się nie podoba u nas, co niemile ciebie zaskoczyło, może coś byś chciała zmienić?

Oj nie, jeszcze nie!

Absolutnie nic nie chciałabym zmieniać.

  • A warszawskie korki, zatłoczone uice,  jak sobie z tym radzisz? Polacy z innych części kraju, bardzo narzekają. Ale nie tylko oni, warszawiacy również.

Jeśli chodzi o korki to tutaj jest bardzo dobra sytuacja w porównaniu z tym, co się dzieje w Meksyku. Nie odczuwam tego, jako specjalne utrudnienie. Jechałam już metrem. Kupiłam sobie bilet okresowy. Ale dużo też chodzę na piechotę. Odwiedzam muzea. Właśnie wróciłam z Muzeum Fryderyka Chopina, którego słucham podczas pracy jaka wykonują.

  • W końcu wychowałaś się w największym mieście na świecie.

Tak, to prawda. Ale kiedy byłam mała, miasto Meksyk było troszkę łatwiejsze do zamieszkania. Teraz jest tutaj bardziej skomplikowana sytuacja i bardzo trudno jest się poruszać. Stolica Meksyku rozrosła się do ogromnych rozmiarów.

  • Zostawmy zatem różnice geograficzne. Może opowiedz coś o sobie. Na przykład, kim chciałaś być, kiedy byłaś mała?

Od dziecka chciałam być malarką. Byłam bardzo spokojnym dzieckiem i godzinami mogłam rysować. Tak, bardzo dużo czasu spędzałam na rysowaniu. Ale dorastałam w domu w którym szczególnie ważne było jedzenie i to co się je. Dlatego jedzenie mieliśmy naprawdę smaczne. Lubiłam spędzać czas w kuchni z kucharką, która dla nas pracowała. Naprawdę ją uwielbiałam. Pozwalała mi bawić się w kuchni, więc spędzałam z nią dużo czasu i zawsze chciałam gotować. Natomiast wkrótce odkryłam, że głównym moim celem i tym co chciałam robić w życiu, było malowanie.

  • Czy chcesz przez to zasugerować, że właśnie tak zrodził się pomysł na studia w Akadami Sztuk Pięknych?

Muszę ci powiedzieć, że bardzo wielu rzeczy uczyłam się sama, jeszcze przed studiami. Jeśli chodzi o naukę, najpierw studiowałam projektowanie. Zrezygnowałam jednak z tych studiów, ponieważ chciałam malować. Mój tata był też temu przeciwny. Dlatego byłam zmuszona zbuntować się i dochodzić do swojego celu, własną drogą. A z tym się wiąże to, że na początku nie miałam przygotowania formalnego, które wyniosłabym ze szkoły. Podobnie było z moim wykształceniem jako szefa kuchni. Najpierw zaczynałam od malowania warzyw, i zazwyczaj malowałam je przed ugotowaniem. Uwieczniałam je dokładnie tak jak wyglądały i bardzo często to się tak przeplatało, że malowałam to co gotowałam, a później gotowałam to co namalowałam. Więc wszystko działo się w jednym czasie.

  • Powiedziałaś, że aby realizować swoje powołanie, musiałaś zbuntować się przeciwko rodzicom. W jakiej życiowej roli widział cię twój tata?

Mój tata chciał żebym studiowała konkretny kierunek, jak finanse, administracja. Coś takiego co jest związane z cyframi i dużymi pieniędzmi. Bardzo mnie to stresowało. W zasadzie muszę powiedzieć, że nie byłam tym w ogóle zainteresowana. Dlatego, że dla mnie dwa plus dwa, to czasami jest cztery, ale nie zawsze jestem tego pewna…. (śmiech). Więc miałam z tym duży problem. Tata uważał jednak, że powinnam studiować coś takiego, bardziej poważnego. On był człowiekiem sukcesu, był przedsiębiorcą, i chciał tego samego dla mnie. Ale myślę, że teraz, gdziekolwiek jest, to jest ze mnie bardzo dumny.

  • Czy trudno jest być artystką? Może mogłabyś zdradzić, co trzeba zrobić aby się nią stać?

Trzeba być przede wszystkim bardzo zdyscyplinowaną osobą. Ponieważ nie mam szefa, nie mam stałych godzin pracy. Styl pracy sama sobie narzucam i muszę przy tym traktować siebie poważnie. Szanować samą siebie oraz swój czas. Dlatego na pewno trzeba ogromnej dyscypliny żeby stać się artystą. Uważam, że jest to praca jak każda inna, tylko trochę gorzej płatna…. (znowu śmiech). Sadzę, że każda praca jaką człowiek wykonuje, jeśli wykonuje się ją z miłością może być najlepszą pracą na świecie.

I ja naprawdę mam szczęście, bo codziennie robię to co najbardziej kocham i to co najbardziej mi się podoba. Oczywiście, czasami z ekonomicznego punktu widzenia jest to trudne, ale uważam ze warto iść za swoim powołaniem. Ciężką pracą doszłam już mniej więcej do takiego poziomu życia, że mogę właśnie sobie pozwolić na przyjazd do Polski, ale przede wszystkim mogę gotować i malować. Czyli robić to co najbardziej kocham.

  • Od czego powinien zacząć ktoś, kto to chciałby zostać artystą. Czy można to sobie ot tak wymyślić, mieć taki kaprys, czy też wole, że od dzisiaj będę artystą i już?

Myślę, że tu potrzeba obu rzeczy. To znaczy z jednej strony potrzeba jakiegoś daru, uzdolnień, a z drugiej strony uporu, zaangażowania i ciężkiej pracy. Czyli wyznaczenia sobie jakiegoś celu. Sam talent nie jest wystarczający. To co jest bardzo ważne to praca. Ale też może być tak, że ktoś kto bardzo dużo pracuje, może mieć w którymś momencie jakąś inspirację, może się coś w nim zmienić i wtedy zobaczy coś więcej niż widział do tej pory. Najważniejsza jest jednak praca. I ważne jest też aby być uczciwym wobec samego siebie.

Czasami sobie myślę, że ja nie przynależę do tej epoki, że powinnam się była urodzić 200 lat wcześniej. Próbowałam w którymś momencie sztuki bardziej współczesnej, ale to nie jestem ja i nie poszłam tą drogą. Po prostu, nie byłoby to zgodne, z tym co ja czuję. Dlatego tak ważna jest uczciwość wobec samego siebie, o której wspomniałam wcześniej.

  • Specjalizujesz się w grawiurze na płytach metalowych. Na czym to polega? Jak wygląda praca nad stworzeniem dzieła w tej właśnie technice?

To jest bardzo trudna technika. Polega na tym, że ma się taką właśnie płytę metalową. Ja pracuje z miedzią. Ona musi być bardzo wygładzona, taka naprawę gładka, bardzo gładka. Pokrywa się ją warstwą zaprawy, po czym bardzo ostrym narzędziem maluje się, wydrapując to co się chce uzyskać. W miejscu gdzie się maluje, zaprawa odpada. Później wkłada się płytę w roztwór kwasu i z miejsc, w których była malowana, wyciąga się pomalowane kawałki. W ten sposób utrwala się to, co się wcześniej zrobiło, to znaczy namalowało. Skomplikowane, prawda?

  • Jak czasochłonna jest taka technika malowania?

Zanim płytkę włoży się do kwasu, mija około godziny. To zależy jednak od tego jak grube są te linie oraz jaki efekt chcemy uzyskać. Później płytkę spłukuje się bardzo dużą ilością wody. Zaprawa wtedy cała schodzi i w miejsca które zostały wygrawerowane wchodzi tusz lub farba. Później kładzie się też na płytę taki zmoczony w wodzie papier i na tym papierze odbija się cały rysunek.

Zazwyczaj pracuje tak, że każdy kolor jest na innej płytce, czyli jest to robione warstwami. Jednakże ostatnio technika się już trochę zmieniła. W Meksyku, jak i zresztą wszędzie na świecie są profesjonalni drukarze. A to co ja robię, co mi dzisiaj zostało, jest częścią twórczą, kreatywną całego procesu. Kiedy byłam młodsza, całym procesem zajmowałam się sama. Teraz część oddaję do wykonania profesjonalistom.

  • Połączyłaś miłość do gotowania z miłością do malowania. Czy jest coś jeszcze w życiu co kochasz?

Uwielbiam muzykę. Zawsze kiedy pracuje towarzyszy mi muzyka i zazwyczaj jest to muzyka klasyczna. Bardzo lubię Fryderyka Chopina, i innych kompozytorów polskich. Bardzo lubię słuchać Mikołaja Góreckiego. A kolejną moją pasją są podróże. Zawsze kiedy podróżuję, odwiedzam bazary. Są to zwykle miejsca gdzie sprzedaje się jedzenie i w ten sposób też poznaje kulturę danego kraju. A jeszcze kolejną moją pasją jest ceramika. Sama robię różne naczynia i też je maluję. Muszę przyznać, że mam bardzo dużo zainteresowań. Ostatnio na przykład dużo haftuję. Jestem osobą ciekawą świata i zawsze chce się uczyć nowych rzeczy.

Zdjęcia potraw wykonanych przez Eugenię Markos, podczas pokazu kulinarnego w SomePlace Else: http://warszawa.someplace-else.pl/#/

  • Jest takie powiedzenie „Bądź jak kucharz i spróbuj wszystkiego”. Myślę, że idealnie pasuje ono do ciebie. Czy jest jednak coś, czego jeszcze nie próbowałaś, czego nie robiłaś, a co chciałabyś spróbować, czy też może zrobić?

Jeśli chodzi o takie rzeczy których nie próbowałam w kuchni. Bo najpierw o tym powiem, to oczywiście są takie potrawy, których wiem że już nigdy nie spróbuję. Ale np. próbowałam skorpionów. W Meksyku jest bardzo dużo jadalnych insektów, one mają dużo wartości odżywczych, chociaż tak jak powiedziałam są granice. Natomiast jeśli chodzi o inne rzeczy niż jedzenie, których w życiu chciałabym spróbować, to wydaje mi się, że w tej sferze raczej straciłam chęć, żeby jeszcze coś nowego robić. Na przykład zupełnie nie interesują mnie sporty ekstremalne. Ale chętnie wybrałabym się kiedyś w taką dłużą, kilkudniową wyprawę rowerową. Tak jak to zazwyczaj robi mój maż. Ja jeszcze się na to nie odważyłam, ale być może któregoś dnia, będzie mi dane i tego doświadczyć. Bardzo chciałabym się też wybrać na kurs gotowania do Toskanii. Właściwie, jeśli chodzi o kursy gotowania interesowałyby mnie w każdym miejscu na ziemi.

  • Czy czujesz się kobietą spełnioną i szczęśliwą?

Wydaje mi się, że jeśli chodzi o życie zawodowe, osiągnęłam więcej niż sobie na początku wymyśliłam. Myślę, że wszystkie szanse jakie mi życie przyniosło, bardzo dobrze wykorzystałam. I przede wszystkim jestem bardzo wdzięczna losowi za to co mi się przydarzyło.

  • Czy w Meksyku wiele jest takich kobiet jak ty. Czy one też mają tyle szczęścia?

Nie. Niestety sytuacja kobiet w Meksyku, bardzo różni od tej w jakiej ja jestem. Meksyk jest krajem, w którym cały czas jest bardzo duża nierówność jeśli chodzi o sytuację mężczyzn i kobiet. Jest to społeczeństwo jednak machistowskie. Kobiety nie są tak ważne tutaj jak mężczyźni. Oczywiście to wszystko wiąże się z edukacją, wychowaniem mężczyzn. Wiąże się też ze sposobem, w jaki matki wychowują swoje dzieci. Warto też zauważyć, że wszystko zależy od grupy społecznej w jakiej się mieszka. W Meksyku jest bardzo dużo Indian, i to są kultury inne od kultury zachodniej jaką my znamy. Mają inne zwyczaje i tam kobieta na pewno jest bardzo zależna od mężczyzny, bardzo mu podległa. Ja od trzech lat mieszkam w Chiapas, w regionie który jest bardzo piękny jeśli chodzi o naturę i kulturę. Jest to bardzo ładne miejsce, natomiast tam jest bardzo duży odsetek Indian i te społeczności, cały czas starają się trzymać kobiety w roli tradycyjnej, podległej mężczyźnie.

Wszystko oczywiście się zmienia, ponieważ wzrasta świadomość społeczna tego problemu. Istnieją bardzo ważne i silne grupy i ruchy na rzecz kobiet, które mają wystarczająco dużo siły, aby pomóc tym, które jej nie mają. Więc na pewno jest to sytuacja która się zmienia i która będzie się zmieniała.

 

  • Jaka jest twoja ulubiona, najważniejsza meksykańska potrawa i jak ją przygotować?

Bardzo trudne pytanie. Meksyk jest ogromnym krajem i w zasadzie każdy region ma swoje danie. Ale jeśli miałabym wybrać tylko to jedno, jedyne dnie, na pewno byłoby to Mole Poblano, albo inaczej zwane mole oaxaqueño. Sama nazwa mole pochodzi z języka nahuatl i oznacza sos. Jest to unikalny sos meksykański, który składa się z 20 składników. Są w nim m.in trzy papryczki chili, migdały, kakao, które pochodzi także z Meksyku, podobnie jak cebula, czosnek, pomidory i tortillia. Tak naprawdę nie sposób wymienić tutaj wszystkich składników i podać gotowy przepis. Ta potrawa, czy też sos, jest bardzo skomplikowany w przygotowaniu i zarazem bardzo wyszukany. To bardzo duża kombinacja smaku, składników i jak dla mnie Mole Poblano byłoby narodowym symbolem kulinarnym Meksyku.

Samo Mole, znane było w Meksyku już przed konkwistą. Ma zatem bardzo długą tradycję. Natomiast wraz z konkwistą wzbogaciło się, zmieniło się pod wpływem Europejczyków, czy po prostu Hiszpanów, którzy podbili Meksyk. I wydaje mi się, że można to porównać z kulturą Meksyku, która też łączy w sobie to co było wcześniej i to co przywieźli Europejczycy. Dodali składniki. Jak na przykład migdały, oraz wiele innych.

  • Swoje wystawy prezentowałaś w wielu krajach na świecie. Za chwilę można będzie powiedzieć, że obiegły cały świat. Czy jest jakaś myśl przewodnia dzieł prezentowanych w Polsce?

Tak, jest taka myśl przewodnia. Chciałam przedstawić te składniki kuchni, które Meksyk dał światu. Jednym z nich, są papryczki chili. Mają wielkie znaczenie w Meksyku. Nie tylko jako nieodzowny składnik potraw.

Z Eugenią Marcos rozmawiała Dorota Kozioł Komarnicka

Zdjęcia:  Ambasada Meksyku w Polsce,  restauracja SomePlace Else, oraz archiwum zdjęć dzieł Eugenia Marcos.

Zdjęcia prac Artystki

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz