Obchody Dnia Zmarłych w Meksyku na liście światowego dziedzictwa UNESCO

Nie jest prawdą, że Meksykanin drwi sobie ze śmierci. Święto zmarłych jest dla niego równie wesołe, co smutne. Uliczne pardy przepełnione strojnymi szkieletami, raczej przedstawiają ludzką słabość do przepychu, pędu, niż drwią ze śmierci. Parodiują. Pokazują, że w obliczu śmierci wszyscy jesteśmy równi. Nie ma znaczenia, jak się dzisiaj wystoisz, przed kim będziesz się wymądrzał, czy też jak wysoko zajdziesz. I tak staniesz kiedyś w jej obliczu, sam na sam, oko w oko. Dlatego Meksykanin wcale nie drwi ze śmierci, a ze sposobu życia któremu człowiek często ulega. Uwrażliwia nas na życie. Powiedziałabym, że bawi się naszą próżnością. I tylko ten, kto widzi więcej, doceni sens zjawiska jakie ma miejsce w tym czasie.
skull-526380_1280
Meksykański makijaż z okazji Dnia Zmarłych

Świat zmarłych rządzi się tu swoimi prawami. Według meksykańskich wierzeń cały rok na ziemi, w zaświatach liczony jest jako jeden dzień. Przyjmuje się zatem, że zmarli są z nami cały czas. A o ich przychylność winniśmy zabiegać. Dlatego tak ważnym jest, aby w czasie obchodów Dni Zmarłych, przypodobać się i traktować ich jak żywych. Zapraszać do swoich domów, przebywać z nimi, obdarowywać jadłem, piciem, prezentami i wszystkim tym, co lubili oni robić za życia. Nikogo zatem nie dziwi głośna muzyka, tańce i wszelkie inne ludzkie przyjemności. Czas ten ma łączyć wszystkich członków rodziny. Zmarli uważani są za równoprawnych. Stąd też, w rodzinnym domu stawia się im ołtarze, zapraszając tym do uczty. Drogę z cmentarza pod ołtarz wytycza się za pomocą kwiatów, płomieni świec i niosącego śpiewu. Czyż nie podobnie, i to wcale nie tak dawno, traktowali zmarłych Słowianie?

Uroczystości obchodów Dnia Zmarłych, są jedyne w swoim rodzaju na całym świcie. W 2003 roku zostały uznane za Arcydzieło Ustnego i Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO, Organizacji Narodów Zjednoczonych na rzecz Edukacji, Nauki i Kultury. Stanowią niezaprzeczalną i charakterystyczną dla Meksyku, część tożsamości narodowej.

OŁTARZ JEDNOCZY

Światło wskazuje zmarłym drogę do ołtarza, który składa się z trzech poziomów. Bezpośrednio na pierwszym ustawiane są napoje, jedzenie i przedmioty którymi lubili otaczać się zmarli za życia. Sporo jest zabawek, które symbolizują dusze dzieci. Na drugim poziomie ustawia się wizerunki świętych, którzy pośredniczą między zmarłym a Bogiem. Góra ołtarza, to sklepienie niebieskie z wizerunkiem Maki Bożej z Guadalupe.

 

 

Ołtarze różnią się od siebie. Nie ma dwóch takich samych. Różnią się od siebie tak jak różni są ludzie. Są odpowiedzią na potrzeby miejsca i czasu. Kiedy byłam na Inauguracji Meksykańskiego Ołtarza Zmarłych, przygotowanego przez meksykańskiego artystę Oscara Becerrę, dla Muzeum Etnograficznego w Warszawie, nie zauważyłam tam meksykańskich potraw, a polskie. Takie jak makowiec, babka, kiełbasy i inne polskie wyroby, które przeplatały się z tym co wnieśli na ołtarz w darze, zaproszeni goście. Na trzecim poziomie, Oscar zestawił wizerunek Matki Bożej z Guadalupe z wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej. I jak powiedział artysta, choć geograficznie jesteśmy krajami odległymi, dzięki takiemu ołtarzowi, widać ile mamy wspólnego i jak wiele nas łączy.

CHLEB ZMARŁYCH

„Chleb zmarłych” (pan de muerto) króluje podczas tego święta. Są to słodkie bułki posypane białym lub kolorowym cukrem z ziarnami sezamu, wanilią albo pomarańczą. Niekiedy pokryte czekoladą lub wypełnione owocami. Bułki te pojawiają się w całym Meksyku 2 listopada, niczym pączki na tłusty czwartek w naszym kraju.  Podobno, tradycja sięga czasów prekolumbijskich, kiedy zmarli byli chowani z bochenkiem chleba, aby w podróży w zaświaty, głodu nigdy nie zaznali. Tworzy się na niej podłużne formy, które symbolizują cztery kości, cztery strony świata, czy też cztery najważniejsze bóstwa Azteków: Quetzalcoatla, Xipetoteka, Tlaloka i Tezcatlipokę.

20161102_182915
“Chleb zmarłych” (pan de muerto) i cukrowe czaszki

Często przypominają one kształtem czaszkę, która w kulturze Ameryki Środkowej ogrywała istotna rolę. Niektóre ludzy uważały bowiem śmierć za czas, który trwał znacznie dłużnej niż życie na ziemi, dlatego czaszki zabitych uważano za trofeum i umieszczano na ołtarzach, zwanych tzompantli. Ten indiański zwyczaj kłócił się jednak z zasadami religii katolickiej, której Meksykanie są wyznawcami. Wymyślono zatem sposób, który zachował symbolikę tradycji indiańskiej, nie naruszając zasad religii chrześcijańskiej. Dziś czaszki wyrabia się ze słodkiej masy, które są przysmakiem i ozdobą ołtarzy. Jak widać, można znaleźć kompromis dla różnych potrzeb i tradycji.

Źróło informacji: rozmowy z Meksykanami, oraz Consejo de Promocion Turisica de Mexico

Tekst: Dorota Kozioł Komarnicka

Zdjęcia: archiwum autora

Dodaj komentarz