Paryż jest kobietą – skazaną na miłość

Słynący z wieży Eiffla Paryż rocznie odwiedza ponad 30 milionów turystów z całego świata. Sto kilometrów kwadratowych, w porównaniu do Warszawy, która liczy sporo ponad pięćset to niezbyt dużo przestrzeni. Dla porównania Radom ma tyle samo tylko inną liczbę mieszkańców.

Naturalne nierówności społeczne i etniczne wynikają tu z faktu, że ponad 40% 20-latków ma przynajmniej jednego rodzica spoza Francji. Peryferyjne getta imigrantów kontra Pola Elizejskie w połączeniu z protestami zaowocowały więc wydanym pod koniec lutego tego roku przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych stale obowiązującym ostrzeżeniem o drugim poziomie zagrożenia terrorystycznego.
Podróżującym do Paryża zaleca się zatem zachowanie szczególnej ostrożności, a także apeluje do nich o zgłaszanie podróży w systemie Odyseusz.

W największym majówkowym tłoku, tuż po pożarze w katedrze wybrać się do Paryża to jednak spore wyzwanie. Ale z czasem jak się poróżuje można przywyknąć do pewnych niewygód. Oczekiwać cierpliwie ponad godzinę na wejście do muzeum, a pół godziny na toaletę to przecież dla turysty sama przyjemność. Wyłączenie bez ostrzeżenia kilku stacji metra z ruchu w godzinach szczytu, kilku ulic w centrum z ruchu tylko potwierdza nieprzewidywalność objawiającą się także w pogodzie kapryśnej i zmiennej w nastrojach jak kobieta w okresie menopauzy.

Ta narzeczona niebezpieczeństwa łącząca w sobie niedościgniony ideał piękna i niewymuszoną nonszalancję nie rozpieszcza więc biegnących turystów rozkochując coraz bardziej nawet tych co twierdzą, że motyle w brzuchu to wymysł wariata. Z kobiecej jednak perspektywy (wciąż zakochanej prawie pięćdziesięciolatki) energia i koloryt Paryża stale zapiera dech w piersiach. A wybór należy do nas. Decydując o tym jak chcemy jego piękna doświadczać wybieramy więc chillout albo bieg przez tor z przeszkodami.

Zamiast „najlepszych kasztanów” z Placu Pigalle w otoczeniu czerwonych latarnii, Mulin Rouge z życiem nocnym w okolicznych dyskotekach, Grobowca Napoleona, Łuku Triumfalnego, Louwru mamy do wyboru dzielnicę Montrmartre z bladoróżowo kwitnącymi kasztanami i pysznymi lodami amorino w kształcie róży, a w uszach muzyką Dalidy, oczy możemy także cieszyć współczesną sztuką artystów malarzy, czy widokiem na Paryż sprzed wejścia do bazyliki Sacre Coeur.

Wspomnienia filmów o Dalidzie-skazanej na miłość, śladami Amelii czy „Pięknej i bestii”, „O północy w Paryżu, słuchając dobiegającej z kawiarenki pod wiatrakiem cichutko muzyki Boba Marleya z albumu Montrmartre Remix tylko spotęgują doznania. W Paryżu trzeba decydować dynamicznie o tym jak chcemy spędzić czas i za którą z kobiet tego miasta pobiec. Wybór zależy nie tylko od naszej woli, ale przede wszystkim od zasobności portfela, którego należy dobrze pilnować nie tylko przed złodziejami. Perfumy, champagne, owoce morza, wspaniałe wina, wyborne sery, szparagi, żabie udka, ślimaki to przecież dobra luksusowe. Dyktująca trendy w modzie, powielane przez cały świat stolica Coco Chanel, Diora, Ives Saint Laurenta jest droga tak jak i najlepsze perfumy stworzone przez tytułowego bohatera „Pachnidła” Johna-Baptisty Grenouille i tak samo jak sam tytułowy bohater książki Patricka Suskinda niebezpieczna. Ale to właśnie czyni ją wyjątkową.

Zatem z listy 55 zebranych na dwudniowej karcie dla turysty parismuseumpass.fr miejsc najważniejszych do zobaczenia w weekend nie tylko majowy najlepiej wybrać kilka takich, które są najbliższe naszym potrzebom. Dlatego trzeba mieć umysł ścisły jak mieszkającej w Paryżu noblistki Marii Skłodowskiej-Curie, być silnej wiary jak królowa Francji Maria Leszczyńska, podążać na koniu z mieczem w męskich ciuchach jak Joanna d′Arc, ze śpiewem na ustach Edith Piaf, a wszystko zrobić z urokiem godnym Catherine Deneuve lub Sofie Marceoau. Byleby ta pogoń nie skończyła się nieszczęśliwymi romansami jak u Dalidy czy tragicznym wypadkiem uciekającej przed paparazzi z paryskiego hotelu Ritz księżnej Diany.

Od dziś mój Paryż to nie jest zawieszona na moście kłódka zakochanych skrzętnie rozcinana nocą i usuwana przez służby porządkowe, aby most się nie zawalił, (legendy mówią, że to przyczyna rozstań i rozwodów par), to też nie Król Słońce pogrążony w barokowym brudzie i blichtrze, to nie symbol miasta wieża Eiffla, Kabaret, rejs po Sekwanie, Louwr, a w końcu Mona Liza (widziana z dziesięciu metrów w tłumie, ścisku, hałasie, błyskających telefonów i aparatów; Dama z Łasiczką w Muzeum Narodowym w Krakowie to pełna kultura, klasa oglądania i doświadczania sztuki, a selfie można zrobić po wyjściu na tle przygotowanej w tym celu specjalnej ściany, zakaz fotografowania upraszcza czasem życie).

Mój Paryż to Oranżeria z nenufarami, muzeum impresjonistów, muzeum Picasso. Z mojej kobiecej perspektywy Paryż, który ma wiele twarzy, pozostawił mnie zakochaną w pastelowym impresjoniźmie Moneta owianym nutą dyskretnego uroku Picassa, z niezapomnianym smakiem bagietki w ustach. Que tu es belle!

Tekst i zdjęcia: Agnieszka Drzewoska

You May Also Like

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: