„Trzeba iść za głosem serca”

12 lat temu jej świat stanął na głowie. Alicja Yusupov ze Śląska za miłością wyjechała na Syberię. Pracowała w Ambasadzie Polskiej, współpracowała ze środowiskami polonijnymi, a dziś jest w dwudziestce najlepszych fotografów w Rosji. Ale sesje zdjęciowe organizuje także w innych krajach. Ma kontakt z szamanami znad Bajkału i lubi gdy temperatura spada grubo poniżej zera. Spełniona, szczęśliwa, niebojąca się wyzwań. Prywatnie mama dwóch urwisów grających w rosyjskich serialach.

– Jak zareagowała rodzina kiedy się okazało, że wychodzisz za mąż za obcokrajowca z Nowosybirska?

Moja rodzina zawsze była bardzo tolerancyjna. Moja babcia pochodziła spod Lwowa, kiedy ten należał jeszcze do Polski. W dzieciństwie robiliśmy sobie wycieczki do tej części rodziny, która pozostała na terytorium dzisiejszej Ukrainy. Moja Rodzina od razu polubiła Vitalija. Moi bliscy od razu zobaczyli w nim dobrze wychowanego, kulturalnego i ciepłego człowieka. Siostry były tylko lekko przerażone gdy usłyszały, że będę mieszkać na Syberii, ale życzyły mi szczęścia

– Jak poznałaś swojego męża?

– Vitalija poznałam zaraz po ukończeniu studiów. Studiowałam kulturoznawstwo na Uniwersytecie Śląskim, a po obronie pracy magisterskiej dostałam propozycję napisania doktoratu. Zdecydowałam się napisać pracę dyplomową o symbolice pogrzebowej w prawosławiu. Opierałam się na polskich badaczach i dokumentach, ale czułam niedosyt. Los chciał, że mój przyjaciel zorganizował imprezę, na którą zaprosił swojego kolegę z pracy. Był nim Vitalij. To pierwszy Rosjanin, którego spotkałam w swoim życiu i pierwsza myśl była taka, że w końcu będę miała kogo wypytać o „swoją pogrzebową symbolikę”. Tak się zaczęła nasza znajomość z moim mężem – od pogrzebów (śmiech).

Była to miłość od pierwszego wejrzenia?

Haha to bardzo dobre pytanie. Prawda jest taka, że Vitalij od razu mi się spodobał. Po kilku tygodniach byliśmy już oficjalnie parą. A przy okazji uczył mnie trochę języka rosyjskiego i pomagał przy doktoracie.

– Kiedy postanowiliście, że lepiej wam będzie w Rosji?

To nie była do końca moja decyzja. Na początku w ogóle o tym nie myśleliśmy. Ale okazało się, że kończył się kontrakt Vitalija z polskim pracodawcą. Nie miał wizy i musiał wracać do Rosji. To było dla nas bardzo trudne, ale nie było wyjścia. Vitalij wyjechał, ale codziennie mieliśmy kontakt na skypie. Po paru tygodniach odwiedził mnie w Polsce. Pamiętam, że stanął w moich drzwiach z ogromnymi, białymi, pluszowymi niedźwiedziami w ramionach. Po kilku miesiącach znów przyjechał na kilka dni i poprosił mnie o rękę. Zgodziłam się od razu. Potem już nie dostał kolejnej wizy, bo przekroczył liczbę dni. Musiał zostać w Rosji.

– I właśnie wtedy postanowiłaś postawić wszystko na jedną kartę?

Tak, to był ten moment. Stwierdziłam, że niech się dzieje co chce. Nie byliśmy w stanie wyobrazić sobie naszego związku na odległość. Złożyłam wypowiedzenie w pracy. Wyprowadziłam się z mieszkania, a kartony książek i pamiątki rodzinne wywiozłam do domu przyjaciółki. W październiku byłam już spakowana. Wzięłam wszystko, co mogło się zmieścić w dwóch walizkach. W Moskwie czekał na mnie mój świeżo upieczony narzeczony. I wtedy od razu wylecieliśmy prosto na Syberię. Do Nowosybirska. Po kilku miesiącach wzięliśmy ślub. Pamiętam, że było to w pierwszy dzień wiosny.

– W Nowosybirsku mieszkałaś przez trzy lata. Jak wspominasz ten czas? Środek Syberii, tysiące kilometrów od rodzinnego miasta.

Bardzo polubiłam Nowosybirsk. Moi teściowie mieszkają w tym mieście i złapałam z nimi bardzo dobry kontakt. Byłam zafascynowana tym miejscem, ludźmi, kulturą, która tak bardzo różniła się od tego co słyszymy i czytamy. To były naprawdę bardzo mile i beztrosko spędzone lata. Poznałam w Nowosybirsku Polaków, z którymi aktywnie uczestniczyłam w wielu polonijnych wydarzeniach i organizowałam polonijne imprezy.

– A jak było ze znajomością języka rosyjskiego? Wyjeżdżając, znałaś tylko podstawy.

Od razu po przylocie zaczęłam intensywną naukę. Uczęszczałam na wszystkie możliwe kursy, tylko po to, by szlifować język i najwięcej rozmawiać na różne tematy. Chodziłam między innymi na zajęcia z prawa międzynarodowego, logistyki, a nawet na język angielski. Ale nadal nie mówiłam dobrze. Po trzech latach zdecydowaliśmy się wyjechać do Moskwy. Rozpoczęłam kurs MBA na Uniwersytecie i tam się go w końcu porządnie nauczyłam się języka rosyjskiego. Dziś mówię płynnie. Świetnie rozumiem także slogany, idiomy, a także nauczyłam się rosyjskiego poczucia humoru, które w każdej narodowości jest specyficzne (śmiech)

– W Moskwie mieszka Ci się lepiej niż w Nowosybirsku?

Najpierw nie byłam przekonana co do wyjazdu. Moskwa nie zachęcała mnie do przeprowadzki. Wydawała mi się przytłaczająca, ciągle zakorkowana. Ale potem zmieniłam zdanie. Pod koniec studiów MBA dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Studia ukończyłam w terminie, a mój pierwszy syn Tymoteusz już urodził się w Moskwie. Gdy miał pół roku, dostałam propozycję pracy w Ambasadzie Polskiej i ją przyjęłam. Dziś mieszkamy na przedmieściach miasta z widokiem na las. Bardzo dobrze mi się tu mieszka i kocham to miasto.

A skąd zainteresowanie fotografią?

To zawsze było moje hobby. Na poważnie postanowiłam się zająć fotografią po urodzeniu mojego drugiego syna Filipa. Musiałam znaleźć sposób na połączenie macierzyństwa z pracą. Miałam przykre doświadczenia z nianiami.

– Ala jesteś bardzo obrotną osobą. Uczyłaś się języka poprzez różne kursy tematyczne, pracowałaś w ambasadzie, pomagałaś środowiskom polonijnym, a gdy trzeba było zmienić nagle swoje życie, to rzuciłaś pracę i zajęłaś się fotografią. Nie bałaś się takich zmian?

Nie miałam wyjścia. Okazało się, że jestem w tym dobra i zanim się obejrzałam, już byłam profesjonalnym fotografem. Specjalizuję się w fotografii rodzinnej i dziecięcej. Organizuję foto sesje także w innych krajach, czasem też w Polsce. Jestem osobą sentymentalną, skłonną do romantyzmu. Targa mną wiele emocji. Właśnie zdjęcia, na których uwieczniałam emocje, przyniosły mi kilka znaczących nagród w światku fotografii.

Jesteś członkiem Profesjonalnego Stowarzyszenia Dziecięcych i Rodzinnych Fotografów DISFO, które łączy najlepszych fotografów rodzinnych z Rosji i Europy. Wiem, że jesteś osobą skromną, ale powiedz, jakie do tej pory zdobyłaś nagrody.

W 2017 roku moje prace weszły w TOP 3 fotografii dziecięcej wg 35AWARDS Photo. Rok później weszłam w TOP 20 najlepszych fotografów Rosji. Kilka moich zdjęć jest w zbiorach fundacji Biblioteki Prezydenckiej w Sankt Petersburgu. Ciężko jest mówić o własnych sukcesach (śmiech)

– Planujesz powrót do Polski?

Na tę chwilę nie. Chyba znalazłam swoje miejsce na ziemi. To, co mnie tu trzyma to serdeczność ludzi, których spotykam na każdym kroku. Przez lata, które spędziłam w Rosji, udało mi się odwiedzić kilka miejsc. Uralskie góry, miasta Syberii i cudowne jezioro Bajkał. Bajkał jest wspaniały także zimą. Bajkowa sceneria. Nad Bajkałem poznałam szamanów, którzy przyjechali na Syberię z wielu krajów. Do dziś nawet z jednym mam kontakt (śmiech). I zawsze gdy mówię Rosjanom, że jestem z Polski to zaczyna się serdeczna rozmowa. Ci starsi wspominają Annę German i Marylę Rodowicz.

– Słyszałam, że karierę w Rosji robią też Twoje dzieci?

Chłopcy grają w serialu „Eralash”, który jest emitowany już od 1974 roku. Pokazuje wiele dziecięcych przygód. Jest to bardzo popularna seria w Rosji.

– Co radziłabyś innym kobietom, które chciałby zmienić swoje życie?

Zawsze podkreślam, że trzeba iść za głosem serca. Jeśli czujesz, że coś chcesz zrobić, to zrób to. Znajdź odwagę i to zrób. Często po latach człowiek żałuje, że na coś się nie odważył, że wiele okazji przeszło mu obok nosa. Ja uważam, że jeśli poczujesz, że pragniesz czegoś – to warto o to walczyć.

Rozmawiała Agnieszka Wasztyl – https://www.facebook.com/agnieszka.wasztyl

 

You May Also Like

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: