W Lizbonie nie ma już pocałunków i uścisków

Położona nad Tagiem, tętniąca życiem, pachnąca smażonymi sardynkami, otulona muzyką fado… Taki obraz Lizbony mam przed oczami cały czas. Elegancka, duża metropolia, w której życie toczy się niespiesznie. Ludzie uśmiechają się do siebie, a niemal z każdego rogu do uszu dochodzi kawiarniany gwar… Dziś jest inaczej. W czasach pandemii Lizbona jest smutna. „Nie słychać kroków, na placach nie ma nikogo” – tak opisuje ją portugalski polityk i poeta Manuel Alegre w wierszu „Lizbona wciąż”.

Lizbona, Na ulicach prawie 600 – tysięcznego miasta nie widać prawie nikogo. Pustka i cisza.

W Lizbonie nie ma już pocałunków i uścisków

Nie słychać śmiechu i nie widać ludzi siedzących przed kawiarniami

Nie słychać kroków

Na ulicach nie widać dziewcząt i chłopców idących za rękę

Na placach nie ma nikogo

Jest jeszcze słońce

Ale brak mew, o których śpiewała Amalia

Nie ma też łódek

Zamknięto restauracje, bary i kina

Jest jeszcze fado, są wiersze

Zamknięta trwa Lizbona

Miasto otwarte

Istnieje jeszcze Lizbona Fernanda Pessoi

Wesoła, a zarazem smutna

I każda opustoszała ulica udowadnia, że jeszcze się opiera.

Lizbona jak może opiera się pandemii. Na ulicach prawie 600 – tysięcznego miasta nie widać prawie nikogo. Pustka i cisza. Nieraz przerażająca. Zamknięte kawiarnie, restauracje, małe zakłady rzemieślnicze, zabytki. Miasto wygląda jak zaczarowane. Jakby pogrążyło się we śnie. Maria, przewodniczka i autorka bloga Sekrety Lizbony, porównała ją do Śpiącej Królewny.

Fontanna w sercu Lizbony

– Dlaczego opustoszała Lizbona przypomniała mi bajkę z dzieciństwa? Pewnie dlatego, że to miasto, ze swoimi pałacami, klasztorami, placami, parkami, zawsze jest baśniowe. Samo słowo „Lizbona” brzmi jak imię jakiejś królewny zza siedmiu mórz… Widok ulic zatrzymanych w bezruchu, stolików, przy których nikt nie siedzi i świateł, odmierzających na próżno nieistniejący ruch – ma w sobie hipnotyzującą moc zaklęcia… Ale prawdę mówiąc Lizbona śpi już od dawna. Przez ostatnie lata można było odnieść wrażenie, że miasto jest dynamiczne, bo pełne było odwiedzających i inwestycji związanych z turystyką. To tylko pozory. Tutaj czas już dawno się zatrzymał. W Portugalii wartością jest trwanie, a nie zmiana. Mam wrażenie – choć zdaję sobie sprawę, że to całkowicie przerysowane – że pogrążając się w ciszy, Lizbona „wróciła do swojej bajki” – mówi Maria.

Patrząc na wyludnione ulice, nie mogę uwierzyć, że to jest to samo miasto. Pamiętam roześmianych turystów podziwiających panoramę Lizbony ze wzgórza zamkowego, gwarną i zatłoczoną dzielnicę Bairro Alto – nazywaną często imprezowym sercem miasta. Nie zapomnę tych tłumów przy słynnej windzie Santa Justa, robionych zdjęć na przepięknym Placu Rossio, zapełnionych po brzegi restauracji na najbardziej reprezentacyjnym deptaku Rua Augusta z ulicznymi artystami, muzykami, żonglerami… A także podróżników szukających wytchnienia od palącego lizbońskiego słońca w wąskich i zacienionych uliczkach Alfamy – najstarszej dzielnicy miasta, po której mogliśmy spacerować bez końca. Do dziś przed oczami mam staruszków grających w karty, zatłoczone żółte stare tramwaje – w tym słynny i ulubiony przez turystów tramwaj nr 28, roześmianą młodzież na Placu Comercio, zachody słońca nad brzegiem rzeki Tag, stojącą od wieków majestatyczną katedrę Se de Lisboa, a także kilkukilometrowy spacer do słynnej wieży Belem i Klasztoru Hieronimitów.

Lizbona

Dziś jednak życie zamarło. Do 17 kwietnia w całej Portugalii obowiązuje stan wyjątkowy. Minister spraw zagranicznych Augusto Santos Silva zaapelował do portugalskich emigrantów, by nie przyjeżdżali na Wielkanoc do kraju. Do tej pory koronawirusem zaraziło się prawie 12 tysięcy osób. Zmarło ponad 300. Najwięcej zakażeń jest w Lizbonie i w Porto.

– Mamy bardzo dużo starszych ludzi, jesteśmy starym społeczeństwem, a wirus zagraża głównie seniorom. W Portugalii liczba ofiar jest trzy razy większa niż wyleczonych. Gdy zaczęła się pandemia, wielu ludzi nie doceniło wirusa. Myśleli, że szybko się skończy i że wkrótce będzie można wrócić do normalnego życia. Dużo ludzi jeździło na plażę… Teraz można wychodzić z domu tylko by załatwić najpotrzebniejsze rzeczy i do sklepu. Są policyjne kontrole, a po kraju nie wolno nam podróżować. Nie będzie wolno nawet na Wielkanoc – wyjaśnia Diogo Guimaraes, student z Lizbony. – Zamknięto uniwersytet i zajęcia mam on-line. Jestem zmęczony siedzeniem w domu, ale wiem, że to jest nasz obowiązek. Spędzam czas z rodziną, uczę się, czytam książki i oglądam filmy – dodaje chłopak.

W ostatnią niedzielę portugalskie Ministerstwo Zdrowia przekazało 144 respiratory szpitalom w stolicy i całej aglomeracji lizbońskiej. Kolejnych ponad 500 urządzeń trafi do placówek medycznych w tym tygodniu. Szczyt zakażeń prognozowany jest na Święta Wielkanocne.

“Dziś artyści zapewne śpiewaliby o tęsknocie za normalnością i tym, co utracone”

Na koniec zarazy czeka cały świat. Jak tylko się skończy, życie wróci do miasta, a puste ulice i kawiarenki zapełnią się ludźmi. Do Lizbony na pewno wrócę i ja, by znowu przy lampce wina wsłuchiwać się w dźwięki fado. O czym jest ta melancholijna muzyka, która narodziła się właśnie tu, w Lizbonie? Najczęściej o niespełnionej miłości, ale nie tylko. Fado oznacza los i przeznaczenie, wykonawcy śpiewają także o życiu codziennym, dawnych czasach i tęsknotach… Dziś artyści zapewne śpiewaliby o tęsknocie za normalnością i tym, co utracone. Za normalnym życiem. Takim, jakie było przed wybuchem pandemii.

Tekst: Agnieszka Wasztyl 

Zdjęcia, archiwum autora

Sprawdź media społecznościowe Agnieszki: Instagram, Facebook

Przeczytaj także:

 

You May Also Like

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: