Wiolonczelistki

 

Hermanowska w akcji – czyli duet sióstr, wiolonczelistki Ola i Zuzia odpowiadają na pytania Marty Jacukiewicz

Dziewczęta, dlaczego właśnie wiolonczela?

Ola: Nasza mama od zawsze marzyła o karierze muzycznej. Artyzm wypełnia ją absolutnie, co przejawia się w każdym aspekcie jej życia. Marzenie muzyczne zostało jednak niespełnione, a możliwość nauki gry na wiolonczeli była daleko poza zasięgiem. Wrażliwość i miłość do tego najpiękniejszego instrumentu przelała dalej. Tak się zaczęła moja przygoda z wiolonczelą.

Zuzia: Ja, jako młodsza siostra, byłam absolutnie zapatrzona w Olę. Chciałam być jak ona, we wszystkim co robiła. Dotyczyło to również wiolonczeli! Później zarówno dla mnie jak i mojej siostry wiolonczela naturalnie stała się priorytetem.

Hermanowska – czyli duet sióstr. W którym momencie zdecydowałyście się grać razem?

Ola: Tak naprawdę od zawsze grałyśmy razem, ale przełomowym momentem był spontaniczny wyjazd do Szczecina na koncert Nelly Furtado kilka lat temu.

Zuzia: Jechałyśmy samochodem w trójkę, z naszą trzecią siostrą – Gabrysią (obecnie menedżerem Duetu HERMANOWSKA), więc wzięłyśmy ze sobą także wiolonczele. Byłyśmy przygotowane na jednodniowy pobyt, jednak okazało się, że koncert odbędzie się dzień później. Pieniądze miałyśmy dokładnie wyliczone na benzynę i jedzenie, ale nie dałyśmy za wygraną. Hasło “chcieć to móc” wzięło górę, a my bardzo chciałyśmy być na tym koncercie. Nocleg “podłogowy” szybko się znalazł u dobrej znajomej – skrzypaczki, ale pozostał problem pieniędzy na jedzenie. Wtedy postanowiłyśmy zagrać na ulicy, bo na szczęście wiolonczele miałyśmy przecież ze sobą.

Ola: Jak się później okazało to był genialny pomysł! To wspólne muzykowanie “na streecie” i towarzyszące mu emocje przyćmiły nawet długo wyczekiwany koncert Nelly Furtado. Już wiedziałyśmy, że będziemy grać razem.

Zdarzają się między Wami zgrzyty?

Zuzia: Prawdziwych płomieni woda nie poskromi, a i żaden ogień nie zatrzyma pędzącej fali. Naturalna i odwieczna walka żywiołów przejawia się w naszych temperamentach i wpisana jest w życie. Często zdarza się, że te dwie siły zwalczają się, burząc i niszcząc wszystko wkoło, ale zdecydowanie więcej jest momentów, w których potrafią się one przenikać i budować coś fantastycznego. Dzięki temu poprzez konfrontacje jesteśmy w stanie wielokrotnie komponować i tworzyć to, co jest realnym odzwierciedleniem nas samych.

Czy trudno jest być artystą w naszym kraju?

Ola: Bardzo trudno jest być artystą w ogóle. Ludzie zdecydowanie chętniej słuchają muzyki łatwo wpadającej w ucho, niekoniecznie wymagającej kunsztu i poczucia piękna. Artyści chcą tworzyć dzieła prosto z serca, takie z duszą. Te jednak nie są dla większości ludzi na tyle atrakcyjne, żeby rozpowszechniać je i w nie zainwestować. Przez to z kolei nie ma środków na propagowanie ambitnej muzyki młodych artystów. I koło się zamyka.

Co Was najbardziej zaskakuje w świecie artystycznym?

Ola: To, że świat muzyczny nie jest wolny i niezależny od wpływów. Artyści w większości są zobowiązani tworzyć to, czego chce słucha większość. Natomiast tylko nielicznych artystów stać na prawdziwe wyrażanie siebie. Takie podejście obkupione jest ciężką pracą i wyrzeczeniami, które w przyszłości pozwalają stworzyć własną markę. My właśnie chcemy stworzyć taką własną, niezależną markę. Sztuka z założenia powinna być ponad wszelkimi granicami, a niestety tak nie jest. To nieustannie szokuje…

Jakie jest Wasze największe wyzwanie w najbliższej przyszłości?

Zuzia: Mamy w planach zaprezentowanie się w telewizyjnym show “Mam talent”. Udało się nam już przejść przez pierwszy etap konkursu. W marzeniach natomiast pozostaje nagranie własnej płyty opartej na autorskich kompozycjach.

Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz