WULGARYZMY

Siedemnasty grudnia jest dniem bez wulgaryzmów. Czy to znaczy, że aż tak bardzo ich nadużywamy, że musieliśmy ustanowić sobie dzień, w którym będziemy od nich wolni? I czy można się jeszcze od nich uwolnić?

Dawno, dawno temu wulgaryzmy były tarktowane jak zaklęcia. Wypowiadane tylko w sytuacjach szczególnie wyjątkowych. Wierzono, że mają wielką moc, dlatego raczej ich nie nadużywano. Dzisiaj, nieco się to zmieniło, i w zasadzie trudno o miejsce, w których ich nie usłyszymy. Rozgościły się w naszym życiu niczym kanapowe pieski na salonach i dają o sobie znać, niemal w każdej sytacji. Szczekają nawet z zamkniętymi oczyma.  Często, nie jest tak, że wyrażają, czy też raczej podkreślą emocje, jakie towarzyszą sytuacji, w których ich używamy, ale stały się przecinkami, przerywnikami, które pozwalają złapać oddech. Czyżbyśmy mieli coraz więcej do powiedzenia?

Warto przypomnieć, że używanie wulgaryzmów regulowane jest przez normy, nie tylko społeczne, ale również prawne. W Polsce art. 141 Kodeksu wykroczeń mówi: Kto w miejscach publicznych umieszcza nieprzyzwoite napisy, rysunki albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze grzywny do 1500 złotych. (Co zwykle nie dotyczy działań artystycznych; przepis dotyczy także Internetu).

Już nawet nie ze względu na sankcje prawne, ale tak zwyczajnie, dla dobra człowieka, warto panować nad swoimi emocjami. Mieć też wgląd na to, że są pośród nas ludzie, których wulgaryzmy mogą razić, i którzy nie płyną z prądem rzeki. Wolą przysiąść na jej brzegu, przyglądać się temu, co im świat oferuje i rozważnie wybierać tylko to, co warte jest uwagi. Bo jak to powiedział, Z. Herbert:  Płynie się zawsze do źródeł, pod prąd, z prądem płyną śmiecie. 

Izabel

swearing-294391_960_720

Dodaj komentarz